środa, 29 maja 2013

Curriculum vitae -> jak nie robić sobie rys na życiorysie.

Ostatnio dostałam bojowe zadanie od szefa. Mianowicie miałam zrobić wstępny sort CV, które wysyłają do niego potencjalni pracownicy. Jako, że firma się rozrasta, to potrzeba nowych pracowników na kilka punktów. Wiadomości do przeglądnięcia miałam ponad tysiąc (i wciąż przychodzą). Szczerze mówiąc bardzo ochoczo zabrałam się do pracy, wiedziałam, że będzie ciężko ale nie sądziłam, że aż tak. To doświadczenie sprawiło, że muszę wyrzucić z siebie emocje jakie towarzyszyły mi w trakcie tej niewdzięcznej czynności. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie ale oczy mam, rozum też, więc pozwolę sobie na ocenę.

Największe błędy w wysyłaniu aplikacji

1. ZŁE TYTUŁOWANIE E-MAILI
Jeśli w ofercie pracy napisane jest "Koniecznie podać lokalizację pracy" (w naszym wypadku poszukujemy pracowników do ponad 10 miejsc) TO JĄ PODAJEMY! Nawet, jeśli masowo wysyłamy CV, czytajmy oferty i przyłóżmy, choć trochę starań aby zachęcić do otwarcia naszej wiadomości. Brak podania lokalizacji w tytule z reguły powoduję, że taka aplikacja trafia do kosza (moi mają szczęście, bo wszystkie otwierałam i próbowałam po miejscu zamieszkania ulokować w którymś z punktów sick!). Starajmy się pisać tak jak w ogłoszeniu podane, jeśli ma być numer referencyjny, to go podajemy, jeśli ma być stanowisko, to je podajemy. Gorzej jak nie określono jak zatytułować aplikację, wtedy ruszmy głową, bo wpisanie "CV" lub "Praca" nie jest najlepszym rozwiązaniem. 

2. FATALNE NAZWY PLIKÓW Z CV
Matko i córko, Jezus Maria i Wszyscy Święci!!! Nie nazywamy plików z CV -> "Medycedyfis", "cv5.doc.mateusz", "cv ze zdjęciem", "nowe CV", "cv2", "cv5" (i wszelkie inne liczby), "moje cv", "cv wersja 2013", "cv Małgosia sklep", "cv poprawione", "cv najnajnaj", "gosiaczek". Wymieniać można bez końca!! Nóż się w kieszeni otwiera, takie nazwy plików od razu lądują w koszu. Nazywanie plików CV lub Curriculum vitae też nie pomaga. Nazywajmy je swoim imieniem i nazwiskiem. 

3. NIE WYSYŁAJMY PUSTYCH E-MAILI
Treść e-maila jest po to, aby coś tam napisać. To "coś" jednak musi zachęcać. Karygodne i skutkujące wywaleniem do kosza jest zostawianie pustego miejsca w treści e-maila. Również złym rozwiązaniem jest pisanie: "Jestem zainteresowana Państwa ofertą.", "W pliku CV", "Pozdrawiam", "Witam". Połączenie tego wszystkiego razem jest dopuszczalne, ale warto się postarać bardziej i zachęcić przyszłego pracodawcę do swojej osoby. Staracie się o stanowisko sprzedawcy? to już tutaj napiszcie, jeśli macie doświadczenie na tym stanowisku. Nie piszcie, natomiast, że macie doświadczenie kelnera lub kucharza itp bo na stanowisku sprzedawcy nie ma to żadnego znaczenia.To samo się tyczy każdej innej branży.

4. DZIWNE ROZSZERZENIA PLIKÓW
Jeśli już sprawimy, że nasza aplikacja zostanie otwarta przez potencjalnego pracodawcę i będzie chciał on zerknąć na nasze CV to pamiętajmy o tym, że to nam zależy na pracy, a nie pracodawcy na obcej osobie. W związku z tym wysyłajmy CV w takim rozszerzeniu aby rekruter mógł je otworzyć. Starajmy się zapisywać je w powszechnie znanych formatach. Zwarzajmy też na to, że nasz stary, nowy lub nietypowy edytor tekstowy, może zapisać plik tak, że nie zostanie on odczytany u pracodawcy lub zostanie odczytany, ale się zdeformuje i będzie nieestetyczny. Najlepiej zapisywać pliki w formacie pdf. Nie skanujmy CV. Nie wysyłajmy zdjęć CV. NIE PISZEMY CV W NOTATNIKU!

5. ZDJĘCIA - NORMALNIE ROZPACZ
Jeśli w ofercie proszą o zdjęcie, to je wysyłamy, inaczej ->kosz!  "Wraz ze zdjęciem" nie oznacza, że CV wysyłamy osobno a zdjęcie osobno. Jeśli nie umiecie wkleić zdjęcia do pliku CV, a piszecie o znajomości programów typu Word, Office itp, to nie myślicie, że ktoś Was bierze poważnie. I błagam nie piszcie w treści mejla tak: "przesyłam osobno zdjęcie, ponieważ nie mam go zeskanowanego w formacie legitymacyjnym" - DRAMAT!!! Oraz nie wklejamy zdjęć z wakacji, sweet foci, zdjęć tak niewyraźnych, że własna matka was nie pozna. Jeśli nie mamy ładnego zdjęcia z dowodu to poszukajmy takiego, na którym nie widać łóżka, mebli itp. Niech nam koleżanka zrobi zdjęcie na tle ściany i będzie ok. 

6. DLACZEGO misiunia10000@wp.pl TO NIE NAJLEPSZY POMYSŁ
Kiedy staramy się o pracę, wysyłamy e-maile formalne i służbowe, nasz adres mejlowy, który zakładaliśmy w wieku 15 lat jest po prostu nieodpowiedni. Nikt nie chce zatrudniać "koteczków", "moniczek" i Bóg wie kogo jeszcze. Zakładamy, wtedy nowy adres, najlepiej swoje imię i nazwisko. Sama posiadam e-mail, który ujrzał swoje światło dzienne jakoś w liceum i nie powiem żebym, wtedy myślała, że kiedyś będę wysyłać CV, dlatego jego nazwa jest dość luzacka. Mam też drugi adres, ten reprezentacyjny, który składa się właśnie z imienia i nazwiska. 

7. CZYTELNIE, ŁADNIE, PROSTO I PRZEJRZYŚCIE NAPISANE CV
Nie będę  pisać tu o treści CV, bo się w nie nie wczytywałam, ale większość wygląda ok. Z resztą tym już zajmie się mój szef.  Duży problem jest z ich wyglądem. Zero estetyki, czytelności i przejrzystości. Brak podziałów, wszystko pisane ciągiem. Połowa, a może i więcej CV jest napisana "na kolanie", kompletny brak umiejętności edytowania tekstów. 

8. APLIKUJ, APLIKUJ, APLIKUJ..... APLIKUJ...
Moi drodzy bezrobotni!! Jeśli aplikujecie na to samo ogłoszenie kilka razy (co zdarza się notorycznie), to nie popełniajcie tych samych błędów za każdym razem. Mistrzami są osoby aplikujący 6 razy w ciągu 2 dni, do tego za każdym razem, bez tytułu, treści i zdjęcia!!! 


Jeśli nie popełniacie takich błędów, wysyłacie CV profesjonalnie, żaden z punktów się Was nie tyczy, w CV znajduję się pozycje, które odnoszą się do stanowiska na, które aplikujecie, a na rozmowy kwalifikacyjne nie jesteście zapraszani, to znak, że macie (ja też!!!) cholernego pecha.


poniedziałek, 27 maja 2013

Fabryka Schindlera + Hellada + final Ligi Mistrzów w starej Zajezdni, czyli sposób na udaną sobotę

Po dłuższej przerwie spowodowanej usiłowaniem skupić swoją całą uwagę na pracy magisterskiej postanowiłam te starania na chwile porzucić na rzecz odświeżenia tegoż bloga.
Ostatnio w ramach cyklu „swojego nie znacie, cudze chwalicie” bądź „wókraK -czyli tam i z powrotem” udałam się z Panną Kelez „za błoto” potocznie zwane Zabłociem. Celem naszej wyprawy była mekka turystów - Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera, inaczej Fabryka Schindlera. Jak przystało na prawdziwych Krakusów, stąpających po tej ziemi już 26 lat nie byłyśmy tam jeszcze... w przeciwieństwie do "Słoików". Choć jak twierdzi Panna Kelez 16/19 złotych za bilet to zdecydowanie za wysoka cena dla nich, więc zapewne tam nie bywają. Bynajmniej Zabłocie nie jest, im obce, bo mieści się tam Fabryka i Bal, które przyciągają tych, którzy chcą się "pokazać". Do rzeczy.. myślę, że nikomu nie muszę przedstawiać tego miejsca (Fabryka Schindlera), a jeśli jednak to odsyłam do Google lub filmu "Lista Schindlera" ;) Poniżej parę zdjęć pokazujące to, co można zobaczyć na wystawie „Kraków- czas okupacji 1939-1945r”, którą serdecznie polecam. Nie bez powodu trzeba było się przeciskać przez grupy turystów blokujące wąskie przejścia.

Widok przez okular fotoplastykonu. Na zdjęciu stara fotografia Krakowa (nie jestem pewna co to za miejsce.. Brama Floriańska?? ;) )

Jest i piękny rower, którym by nie pogardziłaby niejeden fan cyclingu ;)

Kraków, czwartek 31 sierpnia 1939 rok

To jest zdecydowanie mój ulubiony eksponat. Przy najbliższej produkcji odbitek, to zdjęcie będzie miało swój spory rozmiar i zawiśnie na mej ścianie pokojowej :)


Ktoś gustuje w takich kafelkach/flizach/płytkach?


Ilu z Was posiada taką tabliczkę w swojej kolekcji "znalezione na ulicy"?

List małego Romka Polańskiego z getta krakowskiego

Misy, miski, miseczki

Gabinet fryzjerski wyglądał zacnie i profesjonalnie.

Gdyby teraz farbowanie włosów u fryzjera kosztowało 25zł, przetestowałabym wszystkie kolory.

Nic się nie zmieniło.

Tu widać co kryje szafa tresera (??) słoni. 


Po jakże udanym zwiedzaniu i spacerze po Zabłociu udałyśmy się na posiłek bo w brzuchach burczało.  Nasze dupki spoczęły na krzesłach w Helladzie na Limanowskiego 1. Lokal w Podgórzu (bo jest też na ul. Królewskiej) został otwarty niespełna miesiąc temu i chyba nie do końca jeszcze o nim "bywalcy" i "smakosze" wiedzą bo w środku pusto. A miejsce ma potencjał, zwłaszcza jego ogródek, który znajduję się na podwórzu (niestety było za zimno aby zjeść nasze dania na zewnątrz). Z Panną Kelez zamówiłyśmy tylko przystawki jako, że w planach miałyśmy dalsze spacery i smak na pizze. 

Spanakopitakia - pierożki z ciasta phyllo nadziewane szpinakiem i fetą (sztuk 3)

Dolmadakia - liście winogron faszerowane kaszą perłową i wołowiną (sztuk 3)

Oba pyszne!! Tak pyszne, że czas oczekiwania na przyjęcie zamówienia i jedzenie (o zgrozo na przystawki się nie czeka ponad 20 minut, kiedy do tego w środku pusto) zdecydowanie nam przestał zaprzątać głowę. 


 

AKTUALIZACJA (Whychuck masz racje.. nadrabiam zaległość)

Tego dnia, tej soboty miał miejsce finał Ligi Mistrzów i jak przystało na sezonową kibickę (czasem coś obejrzę) udałam się ze znajomymi obejrzeć ten emocjonujący mecz do Starej Zajezdni na Kazimierzu (ul. Wawrzyńca 12). W wielkim hangarze, mieszczącym podobno 300 osób (jak dla mnie więcej by tam weszło ale ja mam koślawe oko) przy dużym drewnianym stole, żłopałam tamtejsze litrowe piwsko (Stara Zajezdnia na swój Mini Browar). Głównym pytaniem tego wieczoru było, to do kogo trafi puchar mistrzów - do Bayernu czy Borussii. Nie byłabym sobą, gdybym tak jak 1/10 a może 1/15 knajpy nie kibicowała Bayernowi (chociaż wcale ich nie lubię, no ale "ograło" ich w tamtym roku moje Chelsea więc trzeba dać chłopaka szansę) ;) Jako, że "Nasi" nigdy nie budzili mojej sympatii, patriotka ze mnie marna, Lewandowski moim kolega nie jest i nie znoszę masowego podniecenia "czymś", tak więc nie pozostało mi nic innego jak kibicować Byernowi :D Miałam stolik obok cudownego kompana w radości, który był dla mnie (nas) gwiazdą, gdyż całym sobą się cieszył ze zdobytych goli Bayernu, a po meczu wychodził z podniesioną głową, dumą w sercu jak przystało na prawdziwego kibica :) Brawo dla koleżki ! 90% Zajezdni kibicowało oczywiście Borussii co nie było zaskoczeniem ale przykro było patrzeć na te smutne oczęta po zakończeniu meczu :D :D 
Po meczu ja ku radości, towarzysze na otarcie łez zjedliśmy Okraglakową zapiekankę i do domu spać.. Mój powrót to dość długa podróż ale nocny trening nóg jak najbardziej udany ;)

 Podsumowując - miłe spędzenie soboty to odwiedzenie Fabryki Schindlera ul. Lipowa 4, Hellady ul. Limanowskiego 1 i Starej Zajezdni il Wawrzyńca 12 -> Kraków