Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie codzienne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie codzienne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 maja 2014

Cece wypadanie włosów

Maj to chyba ostatni moment aby wzmocnić swoje włosy po zimie i przygotować je na ciężkie lato. Pewnie nie jedna z nas zobaczyła w ostatnim czasie więcej włosów na szczotce,  poduszce i w wannie. Zapewne spowodowane jest to zmianą pory roku. Po okresie czapkowym, niskich temperatur oraz spadkiem witamin i minerałów w organizmie nasze włosy w okresie wiosenny lubią płatać figle i nas nie milo zaskoczyć.
Wypadanie włosów spowodowane jest również innymi czynnikami i nie zawsze ma to charakter okresowy.
Zła dieta, stres, zmęczenie, zanieczyszczenie środowiska oraz intensywna stylizacja włosów również nie działa na nie korzystnie.
W związku z tym aby nasze włosy wzmocnić, pobudzić do wzrostu, zregenerować i dodać im blasku polecam serie PREVENT HAIR LOSS marki CECE of Sweden.

www.stopwypadaniu.pl

Seria PREVENT składa się z 3 poziomów wsparcia

Poziom 1 - Organizm

Działy na organizm od środka za pomocą suplementu diety HAIR COMPLEX


Zaleca się stosować przynajmniej przez 3 miesiące

Poziom 2 - Skóra głowy i mieszek włosowy

Ampułki do skóry głowy  oraz lotion.


Ampułki to mocne uderzenie na skórę głowy mające na celu zahamowanie wypadania włosów oraz stymulacje porostu nowych. Pierwsze efekty widoczne już po 30 dniach ale najlepszy efekt po 3 miesięcznej kuracji. Lotion ma na celu podtrzymanie kuracji i utrwalenie efektów po pierwszych etapach.

Poziom 3 - Szampon i odzywka do codziennego stosowania


Więcej informacji na stronie stopwypadaniu.pl

A jak moja ocena serii?
Tak zwane "baby hair" widoczne już po miesiącu stosowania ampułek - to akurat ocena dwóch osób które ampułki używały.
Ja nie miałam dużego problemu z wypadającymi włosami. Raczej standardowy jak po zimie. Stosuje szampon (na zmianę z Color Save), który zahamował wypadanie i włosy są mocniejsze. Aktualnie jestem na "proszkach" i liczę, że taka kuracja do lata przygotuje moje włosy na 5+.

poniedziałek, 5 maja 2014

Podnad rok z jogą

W lutym ubiegłego roku rozpoczęła się moja przygoda z jogą (można rzecz ponowna, gdyż pierwsza próba skończyła się szybko ale to z głupoty mej)  i już teraz śmiało mogę powiedzieć, że tym razem szybko się nie skończy. Uważam, że praktykowanie jogi to jeden z lepszych wyborów w moim życiu (jak i ogólnie powrót do aktywności fizycznej), który widzę jak plusuje w moim życiu. 

Wspaniale jest mieć pasję w życiu a joga staje się nią dla mnie. 

Co ma takiego w sobie joga, że jest dla mnie taka ważna? 
Na to pytanie nie da się krótko i konkretnie odpowiedzieć.

Kiedy zaczynałam, nie miałam specjalnego powodu aby zaczynać praktykować jogę. Jak większość uważałam ja za nudną. Przekonał mnie przyjaciel (którego wysłał tam lekarz ortopeda) mówiąc, że po pierwsze nie jest nudna, po drugie już po miesiącu widzi różnice i po trzecie, że jest niesamowicie intrygująca. Co jest takiego intrygującego w jodze, pomyślałam. Szybko zaczęłam szukać szkoły i tak trafiłam na Sadhane. Ukończyłam dwu miesięczny kurs po którym byłam nią zachwycona ale okoliczności i styl życia w ówczesnym czasie spowodował, że miałam inne piorytety. Po kursie do jogi nie wróciłam. Z perspektywy czasu uważam to za mega głuptę ale trudno. Po ok roku wróciłam do Sadhany.

Od lutego 2013 roku nie wyobrażam sobie nie praktykować jogi. Za cel obrałam sobie ukończenie kursu nauczycielskiego co oznacza jeszcze długą drogę. Sam kurs trwa 3 lata, a mi, abym mogła na niego się w ogóle zapisać brakuje 2 lat regularnej praktyki. 

No, dobra ale co jest takiego w jodze? 

Znam osoby, które na jodze były parę razy i się w niej nie rozkochały. Po kursie może 1/3 albo i mniej kontynuuje praktykę. Na zajęciach spotyka się raczej te same osoby z domieszką nowych twarzy.
Ktoś by pomyślał, że raczej marny argument "za". Może kiepski ale nie każdy sport jest dla każdego. Wszystkiego trzeba próbować bo, a nóż trafi się na coś co się tak bardzo polubi, że będzie częścią naszego życia. 

Do sedna. Co mi dala joga?

Nie wiem jak i od czego zacząć więc może wyjść mały chaos.
Przede wszystkim dużo lepszą sprawność fizyczną, która objawia się lepszym rozciągnięciem mięśni, ścięgien/ciała, gibkością, kontrolą i panowaniem nad ciałem, siłą, lepszą równowagą. Te wszystkie czynniki mają niesamowity wpływ na moje poczynania na siłowni. Jestem w stanie lepiej wykonywać ćwiczenia technicznie no i moje mięśnie są w dobrej kondycji po przez regularne rozciąganie. Od czasu kiedy praktykuje joge nie bolał mnie kręgosłup (no chyba że były to zakwasy po siłowni) a wcześniej się to zdarzało choćby przez skoliozę. Bóle głowy też jakby minęły, a potrafiły trzymać nawet i parę dni. Od tego czasu znacznie poprawiła się moja postawa. Zawsze mama krawcowa szyjąc mi kolejna kieckę poprawiała mnie, ponieważ mój prawy bark wędrował w dół, a ostatnio powiedziała "może zapytasz na tej jodze o kolana swoje bo z barkiem widzę, że już znacznie lepiej." [Jeśli chodzi o kolana, mam po prostu krzywe nogi spowodwane tak zwanymi "szpotawymi kolanami"]

Ufff dla mnie to już sporo plusów

Hmm warto dodać, że na jogę może chodzić każdy, nawet ten który ma problemy zdrowotne, wady postawy i inne rzeczy które nie pozwalają mu uprawiać sportu. Wystarczy przed zajęciami zgłosić taką sprawę nauczycielowi a ten dostosuję ćwiczenia do nas.

Co jeszcze? 

Samopoczucie jest lepsze, tak jakby życie i problemy stają się lżejsze. Wiele rzeczy zostawiamy za sobą i postrzegamy nasze otoczenie z dużo większą pogodą ducha. Po prostu czujemy się lepsi we własnym ciele, dostrzegamy jak wiele możemy, jak silni jesteśmy. Zapewne jest to spowodowane postępami w praktyce i endorfinami, a może ta joga, oddech i medytacje faktycznie coś w sobie mają.

No i co bardzo ważne, szkoła do której trafiłam jest profesjonalna, ma rewelacyjnych nauczycieli, miłych i sympatycznych uczniów, do tego ciepła i fajna atmosfera, że chce się tam wracać.

Wszystkich niezdecydowanych gorąco zachęcam na kurs w Sadhanie, bo wierze, że się do jogi przekonacie. Nowy kurs wystartował dzisiaj (5.05.2014) i zapewne są jeszcze miejsca.
A później na praktykę do Tomusia :)

NAMASTE



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

me and my bike



 


 



Placuszki z serka wiejskiego

Poszukując na moim ulubionym kulinarnym blogu MIRABELKOWY BLOG inspiracji na drugie śniadanie trafiłam na przepis na placuszki z serka wiejskiego.
Z racji małej ilości składników i szybkiego wykonania od razu zabrałam się do roboty i wyszło... BARDZO SMACZNIE.



PLACUSZKI Z SERKA WIEJSKIEGO
(na 2 porcje)
2 jajka,
2 czubate łyżki serka wiejskiego,
2 łyżki mąki,
1,5 łyżeczki cukru,
1 łyżeczka cukru wanilinowego,
1 łyżka stopionego masła,
szczypta soli,
olej do smażenia

Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Żółtka wymieszać z cukrem, cukrem wanilinowym, serkiem wiejskim oraz stopionym masłem. Dodać do piany i delikatnie wymieszać. Na koniec dodać mąkę i jeszcze raz delikatnie wymieszać.
Na patelni rozgrzać niewielką ilość oleju. Nakładać łyżką placuszki. Smażyć z obu stron na niedużym ogniu, aż będą rumiane z obu stron.
Podawać na ciepło z dowolnymi dodatkami.

 





czwartek, 3 kwietnia 2014

Peanut Butter

Co zrobić ze słoikiem masła orzechowego, które stoi i czeka? Chleba nie jadam prawie wcale więc kanapki odpadają, co zatem?
Może Ameryki nie odkryłam ale szybkie śniadanie z masłem orzechowym w postaci owsianki i kaszy jaglanej to jest to!


Owsianka Peanut Butter

1/3 szklanki płatków owsianych
ok 1/5 szklanki wody
2 łyżki śmietany 18%
łyżka masła orzechowego


Płatki ugotować na wodzie, dodać śmietanę i masło dobrze wymieszać i GOTOWE! :)


A zamiast owsianeczki można użyć kaszę jaglaną!

 
Pyszności!

czwartek, 12 września 2013

poniedziałek, 9 września 2013

Małe podsumowanie.

Przychodzi taki czas, że się człowiek chce pochwalić swoimi postępami i efektami pracy w które włożył wiele wysiłku :)
Kiedy postanowiłam "coś" ze sobą zrobić i zaczęłam chodzić na siłownię był grudzień 2012. Początkowo nie schodziłam z areobów, a jak już to na maszyny do "robienia nóg". Niedługo później trafiłam na Ewe Chodakowską i Mel B z którymi codziennie ćwiczyłam. Regularnie chyba jakieś 3 miesiące. Trochę mi zabrało aby przekonać się do wolnych ciężarów i szczerze nie wiem czy to był marzec czy kwiecień kiedy areoby oraz "panie motywatorki" porzuciłam na rzecz hantli, sztangi itp. Późno, ale lepiej później niż wcale. Okres "zimny" to też regularne granie w squasha. Tylko czekać aż pogoda sprawi, że chłód poniesie na kort. W lutym do siłowni doszła joga, coś co jest moim głównym zajęciem, obowiązkowo 2 razy w tyg, zdarza się częściej.  Teraz kiedy mam 2 tyg przerwę (oby nie dłuższą) spowodowaną trudnością z dotarciem na zajęcia, gdyż praca mi to utrudnia codziennie krwawi moje serce :( Kolejno w kwietniu a może już maju wsiadłam na rower. Najchętniej bym z niego nie schodziła ale czasami trzeba. A w czerwcu bieganie. Przy tym wszystkim zdrowe, racjonalne i obfite posiłki. To wszystko sprawiło, że od grudnia moje ciało zmieniło się diametralnie. Zgubiłam zbędny tłuszcz (choć uporczywie trzyma się w rejonie pośladków ale to już chyba taka moja uroda) i zaznaczyłam ładnie mięśnie. Zaczynając przygodę ze sportem nie planowałam się rzeźbić, nawet nie planowałam znacząco chudnąć. Celem było poprawienie zdrowia, kondycji i ujędrnienie ciała. Aktualnie chudnąć już nie chce za to wkładam sporo pracy aby ładnie wyrzeźbić mięśnie, co sprawi podniesienie wagi. Chcę zamienić tłuszcz na mięśnie. Trochę sobie utrudniłam sprawę przez rower i bieganie bo spala to sporo kalorii, dlatego staram się temu zapobiegać stosując suplementy.
Tak w skrócie wygląda ostatnio moje życie, zdecydowanie lepsze niż przed rozpoczęciem tego wszystkiego. Nie tylko fizycznie jest lepiej ale i psychicznie :) Polecam! To podnosi jakoś życia :D

a teraz efekty :)

Waga - 68kg -> teraz 61kg - liczę na 63kg kiedy "przypakuję"
A w obwodach średnio po - 5cm (niestety cycki też maleją ;))

Grudzień 2012



Luty 2013


Maj 2013



Sierpień 2013



Wrzesień 2013





Ku motywacji!

niedziela, 18 sierpnia 2013

Nowy zakup -> UNIBIKE


Co kobiety lubią najbardziej? Podobno zakupy. Moje ostatnie zakupy uradowały mnie po stokroć :) Przedstawiam mój najnowszy i największy obecnie SKARB..... UNIBIKE !!!



Przyszedł czas, że mojego górala kupionego kilka lat temu i szybko zużywającego się pasowało zamienić na dobry sprzęt. Uparłam się i kupiłam :) Przeszczęśliwa jestem!

Wyniki od razu się poprawiły bo rowerek nie pożera mojej energii na tylni amortyzator i grube opony, jest też lżejszy, do tego większe koła i sprawny napęd daje swoje.

Przyszedł czas na doposażenie go! Od teraz moje zakupy to nie bluzki, spodnie, sukienki tylko gadżety rowerowe :D

KU RADOŚCI

sobota, 20 lipca 2013

BCAA, czyli jak wspomagać organizm

Jak kiedyś wspomniałam, praca w "kopalni książek" i codzienna dawka ruchu w różnej postaci powoduje, że organizm zaczyna dawać znaki, że chciałby odpocząć. Uzależnienie od ruchu sprawia, że ciężko usiedzieć na tyłku nic nie robiąć, a jak już się trafi dzień regeneracji to zazwyczaj ze wzgledu na inne obowiązki. Nie jest to dobre ale jak nie korzystaćz lata, przyjdzie zima będzie siedzenie. Zdażały mi się dni kiedy wstawałam z łóżka z wrażeniem jakbym była 2 razy cięższa. Wtedy pojawiły sie pierwsze myśli o "wspomagaczach", napierw z racji utrudnienia dostarczania odpowiedniej ilości posiłów, myślałam o białkach. Myśl ta się zmieniła sie (z racji ogarnięcia obiadów w pracy) na suplement dodający energii. Nastały poszukiwania. Chcąć dobrze sporzytkować ciężko zarobione pieniądze, przyłożyłam się do poszukiwań. Choć długonie byłam przekonana czy mój wybór jest dobry, w końcu kupiłam  Hi-Tec Nutrition - BCAA Powder.



To co jest BCAA?
Krótko i bez chemiczno-medycznych określeń. To aminokwasy, które budują nasze mięśnie.

Jak to działa?
Podczas wysułku fizycznego,w organizmie powstaje niedobórenergii, który prowadzi dozwiększonej redukcji L-leucytyny i tym samym niedoboru aminokwasów rozgałęzionych (czym jest właśnie BCAA). Niedobór L-leucytyny jest uzupełniany z organizmu poprzez redukcję tkanki mięśniowej i własnych białek - a tego nie chcemy. Dlatego niezbędne są alternatywne źródła energii i BCAA nadaje się do tego znakomicie. 
 
Co one dają?
Aminokwasy zawarte w BCAA wykorzystywane są przez mięśnie jako paliwo. W trakcie wysiłku spada poziom aminokwasów, więc dostarczając je za pomocą BCAA zwiększamy wytrzymałość i oddalamy próg zmęczenia. Do tego zwiększamy beztłuszczową masę ciała tzn budujemy mięśnie.

Efekty?
Są! I to duże, mam wrażenie. Co prawda piję BCAA od tygodnia (przy treningach różnego rodzaju) ale jej działanie widać od razu. Lepsze samopoczucie po treningu. Większa wytrzymałość i szybka regeneracja. Zmęczenie oczywiście się pojawia ale jest ono mniejsze.

Moje pierwsze zetknięcię z sumplementami uważam za udane i pewnie prędzej czy póżniej spróbuje innych specyfików :)

czwartek, 18 lipca 2013

Omelt z sosem gruszkowym

Śniadanie to bardzo rutynowa czynność w ciągu mojego dnia. Weszła tak w nawyk, że jest to oczywiste jak mycie zębów dlatego "przepisy śniadaniowe" przestały pojawiać się na blogu. Dzisiaj jednak widząc jak piękne i smakowite danie mi wyszło wrzucę tutaj inspirację dla "NieJadaczy Śniadań" (dla innych jest to bardzo oczywisty przysmak)

Omlet z sosem gruszkowym 


Przepis:

3 jajka
2 łyżki mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (zwykle nie daje ale ostatnio zauważyłam, że ładniej rosną wszelkiej maści mączne dania)
2 łyżeczki cukru
szczypta soli 
masło do smażenia

kefir 1/4 szklanki
2 łyżki twarogu
1 gruszka
 winogrono

Żółtka oddzielić od białka. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywno. Dodać cukier i żółtka. Ubić.  Mąkę i proszek do pieczenia połączyć z resztą (łyżką, będzie puszysty). 

Gruszę obrać, pokroić zblenderować z kefirem i twarożkiem. Mój wyszedł nieco zbyt płynny więc polecam dobrać proporcje wg uznania. 

Omlet smażymy, polewamy sosem i układamy winogrono na górze :)

Smacznego :)

środa, 17 lipca 2013

Bieganie - przekraczając "granice"

Cudownym uczuciem jest zaskakiwać samą siebie. Przekraczać te cholerne "granice" , o których wokół mówią do znudzenia. Pokazać sobie, że się potrafi, że się da jeśli tylko się chce. 

Kiedy nastał mój wielki powrót do sportu, bieganie było pierwszą rzeczą przed którą się broniłam. Co najwyżej minuta biegu na bieżni i koniec, bo "ja nie jestem stworzona do biegania" (taaaa, tak jak i do roweru nie mam odpowiednich proporcji ciała ;P). Przez wiele miesięcy postępy były niewielkie wiec uznaje, że ich nie było. Wielkie dzień nastał 8.06.2013, wtedy założyłam buty i poszłam biegać w plener bez większego zaangażowania. Było to wielką porażką więc przejdę do kolejnej próby, którą uznaje za początek zmagań z bieganiem :P Pierwsze 3km w biegu w czasie 19:41s (nastały dopiero 12 dni po pierwszej próbie - wadziła pogoda) było dla mnie dużym sukcesem i zapalnikiem, aby dalej trenować i próbować. Dość szybko bo dwa dni później wystartowałam na 5km :) Zajęło mi to 32:49s. ahhh jaka byłam dumna z siebie :) Od tego czasu staram się upychać bieganie w swój już wystarczająco aktywny tydzień. 

Post o bieganiu miał nie powstać, przynajmniej nie tak szybko, bo nie ma się czym chwalić, 5 km w ponad pół godziny to jedynie satysfakcja dla mnie dla innych może nie być niczym nadzywczajnym. Okazja nastała wczoraj. Po 6 biegach jakie do tej pory zaliczyłam i najdłuższy dystans to 6km, wybrałam się bardzo spontanicznie na bieganie. Miało do niego nie dojść z kilku powodów. Środa miała być dniem regeneracji bo dawno jej nie było, buty do biegania rano wylądowały w praniu więc miały być mokre (nie były) oraz słaby dzień jeśli chodzi o posiłki w ciągu dnia, a przed samym biegiem nie będę jadła obiadu. Co z tego, przyszła myśl, buty wyschły to lecimy. Plan był 5km i do domu, jakimś cudem zrobiło się 10km :D :D :D W trakcie biegu zwyczajnie chciało się więcej i więcej, więc biegłam przed siebie, planując trasę na bieżąco ;) dzień był tak dobry i albo moje BCAA działa na organizm albo na podświadomość (w trasie, w chwilach słabości mówiłam sobie "aminokwasy, aminokwasy - dasz radę" ;)) Może gdyby nie ból w kolanach, który do dzisiaj trzyma byłoby więcej - > 10,66km w 1h06m48s uważam za wielki sukces!!!!!!!!!!!!! Jak się chce to się wszystko da! 


Super Dumna Iza

poniedziałek, 8 lipca 2013

Squat Challenge zakończony / Praca fizyczna a forma ;)

SQUAT CHALLENGE

Wiecie co jest najgorsze w robieniu 250 przysiadów??? w sumie to samo można powiedzieć już w momencie kiedy nastaje dzień 180 powtórzeń.. Nuda.. Dla mnie ten challenge nie był trudny ani bardzo męczący ale zwyczajnie nudny. Nogi szybko się przyzwyczaiły do tego typu aktywności do tego dochodzi bardzooo częsta jazda na rowerze (minimum 19 km) więc nie mogę powiedzieć, że było to niemożliwe do zrobienia, czego się spodziewałam zaczynając to wyzwanie. Niestety nuda i wyczekiwanie do końca, sprawiło, że planowana kontynuacja squatów z większą ilością powtórzeń nie dojdzie do skutku. Też z powodu znacznego ograniczenia mojego wolnego czasu.


PRACA FIZYCZNA

Ponad 3 tygodnie temu zamieniła siedzącą pracę na ciężką fizyczną robotę, brzydko mówiąc. Codzienne noszenie książek przez 8 godzin, do tego jazda na rowerze do i z pracy (19km)  spowodowało, że już po 1,5tygodnia moja waga spadła o kilogram, moje bicepsy i tricepsy podskoczyły do góry i regularne przybywały siniaki. Niewiele się zmieniło po za tym, że waga stanęła, o co zadbałam jedząc więcej, ale do czego zmierzam. Staram się przy takim wysiłku równie regularnie zaglądać na siłownie, niestety nie jest to już tak częste jak poprzednio, ponieważ zwyczajnie czasu i siły ubywa. Kiedy wybrałam się, któregoś dnia i był to dzień treningu barków, pleców i klatki zwyczajnie mięśnie nie dawały rady. Może to też wina dość długiej przerwy od siłowni (siła wyższa) ale mam wrażenie, że to jednak wina pracy. Dlatego w przeciągu ostatnich 48h zakupiłam BCAA!! Co to? Dlaczego? Po co? O co chodzi? Przybliżę na dniach, jeśli znajdę chęć i chwilę na bloga.

środa, 29 maja 2013

Curriculum vitae -> jak nie robić sobie rys na życiorysie.

Ostatnio dostałam bojowe zadanie od szefa. Mianowicie miałam zrobić wstępny sort CV, które wysyłają do niego potencjalni pracownicy. Jako, że firma się rozrasta, to potrzeba nowych pracowników na kilka punktów. Wiadomości do przeglądnięcia miałam ponad tysiąc (i wciąż przychodzą). Szczerze mówiąc bardzo ochoczo zabrałam się do pracy, wiedziałam, że będzie ciężko ale nie sądziłam, że aż tak. To doświadczenie sprawiło, że muszę wyrzucić z siebie emocje jakie towarzyszyły mi w trakcie tej niewdzięcznej czynności. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie ale oczy mam, rozum też, więc pozwolę sobie na ocenę.

Największe błędy w wysyłaniu aplikacji

1. ZŁE TYTUŁOWANIE E-MAILI. 
Jeśli w ofercie pracy napisane jest "Koniecznie podać lokalizację pracy" (w naszym wypadku poszukujemy pracowników do ponad 10 miejsc) TO JĄ PODAJEMY! Nawet, jeśli masowo wysyłamy CV, czytajmy oferty i przyłóżmy, choć trochę starań aby zachęcić do otwarcia naszej wiadomości. Brak podania lokalizacji w tytule z reguły powoduję, że taka aplikacja trafia do kosza (moi mają szczęście, bo wszystkie otwierałam i próbowałam po miejscu zamieszkania ulokować w którymś z punktów sick!). Starajmy się pisać tak jak w ogłoszeniu podane, jeśli ma być numer referencyjny, to go podajemy, jeśli ma być stanowisko, to je podajemy. Gorzej jak nie określono jak zatytułować aplikację, wtedy ruszmy głową, bo wpisanie "CV" lub "Praca" nie jest najlepszym rozwiązaniem. 

2. FATALNE NAZWY PLIKÓW Z CV
Matko i córko, Jezus Maria i Wszyscy Święci!!! Nie nazywamy plików z CV -> "Medycedyfis", "cv5.doc.mateusz", "cv ze zdjęciem", "nowe CV", "cv2", "cv5" (i wszelkie inne liczby), "moje cv", "cv wersja 2013", "cv Małgosia sklep", "cv poprawione", "cv najnajnaj", "gosiaczek". Wymieniać można bez końca!! Nóż się w kieszeni otwiera, takie nazwy plików od razu lądują w koszu. Nazywanie plików CV lub Curriculum vitae też nie pomaga. Nazywajmy je swoim imieniem i nazwiskiem. 

3. NIE WYSYŁAJMY PUSTYCH E-MAILI
Treść e-maila jest po to, aby coś tam napisać. To "coś" jednak musi zachęcać. Karygodne i skutkujące wywaleniem do kosza jest zostawianie pustego miejsca w treści e-maila. Również złym rozwiązaniem jest pisanie: "Jestem zainteresowana Państwa ofertą.", "W pliku CV", "Pozdrawiam", "Witam". Połączenie tego wszystkiego razem jest dopuszczalne, ale warto się postarać bardziej i zachęcić przyszłego pracodawcę do swojej osoby. Staracie się o stanowisko sprzedawcy? to już tutaj napiszcie, jeśli macie doświadczenie na tym stanowisku. Nie piszcie, natomiast, że macie doświadczenie kelnera lub kucharza itp bo na stanowisku sprzedawcy nie ma to żadnego znaczenia.To samo się tyczy każdej innej branży.

4. DZIWNE ROZSZERZENIA PLIKÓW
Jeśli już sprawimy, że nasza aplikacja zostanie otwarta przez potencjalnego pracodawcę i będzie chciał on zerknąć na nasze CV to pamiętajmy o tym, że to nam zależy na pracy, a nie pracodawcy na obcej osobie. W związku z tym wysyłajmy CV w takim rozszerzeniu aby rekruter mógł je otworzyć. Starajmy się zapisywać je w powszechnie znanych formatach. Zwarzajmy też na to, że nasz stary, nowy lub nietypowy edytor tekstowy, może zapisać plik tak, że nie zostanie on odczytany u pracodawcy lub zostanie odczytany, ale się zdeformuje i będzie nieestetyczny. Najlepiej zapisywać pliki w formacie pdf. Nie skanujmy CV. Nie wysyłajmy zdjęć CV. NIE PISZEMY CV W NOTATNIKU!

5. ZDJĘCIA - NORMALNIE ROZPACZ
Jeśli w ofercie proszą o zdjęcie, to je wysyłamy, inaczej ->kosz!  "Wraz ze zdjęciem" nie oznacza, że CV wysyłamy osobno a zdjęcie osobno. Jeśli nie umiecie wkleić zdjęcia do pliku CV, a piszecie o znajomości programów typu Word, Office itp, to nie myślicie, że ktoś Was bierze poważnie. I błagam nie piszcie w treści mejla tak: "przesyłam osobno zdjęcie, ponieważ nie mam go zeskanowanego w formacie legitymacyjnym" - DRAMAT!!! Oraz nie wklejamy zdjęć z wakacji, sweet foci, zdjęć tak niewyraźnych, że własna matka was nie pozna. Jeśli nie mamy ładnego zdjęcia z dowodu to poszukajmy takiego, na którym nie widać łóżka, mebli itp. Niech nam koleżanka zrobi zdjęcie na tle ściany i będzie ok. 

6. DLACZEGO misiunia10000@wp.pl TO NIE NAJLEPSZY POMYSŁ
Kiedy staramy się o pracę, wysyłamy e-maile formalne i służbowe, nasz adres mejlowy, który zakładaliśmy w wieku 15 lat jest po prostu nieodpowiedni. Nikt nie chce zatrudniać "koteczków", "moniczek" i Bóg wie kogo jeszcze. Zakładamy, wtedy nowy adres, najlepiej swoje imię i nazwisko. Sama posiadam e-mail, który ujrzał swoje światło dzienne jakoś w liceum i nie powiem żebym, wtedy myślała, że kiedyś będę wysyłać CV, dlatego jego nazwa jest dość luzacka. Mam też drugi adres, ten reprezentacyjny, który składa się właśnie z imienia i nazwiska. 

7. CZYTELNIE, ŁADNIE, PROSTO I PRZEJRZYŚCIE NAPISANE CV
Nie będę  pisać tu o treści CV, bo się w nie nie wczytywałam, ale większość wygląda ok. Z resztą tym już zajmie się mój szef.  Duży problem jest z ich wyglądem. Zero estetyki, czytelności i przejrzystości. Brak podziałów, wszystko pisane ciągiem. Połowa, a może i więcej CV jest napisana "na kolanie", kompletny brak umiejętności edytowania tekstów. 

8. APLIKUJ, APLIKUJ, APLIKUJ..... APLIKUJ...
Moi drodzy bezrobotni!! Jeśli aplikujecie na to samo ogłoszenie kilka razy (co zdarza się notorycznie), to nie popełniajcie tych samych błędów za każdym razem. Mistrzami są osoby aplikujący 6 razy w ciągu 2 dni, do tego za każdym razem, bez tytułu, treści i zdjęcia!!! 


Jeśli nie popełniacie takich błędów, wysyłacie CV profesjonalnie, żaden z punktów się Was nie tyczy, w CV znajduję się pozycje, które odnoszą się do stanowiska na, które aplikujecie, a na rozmowy kwalifikacyjne nie jesteście zapraszani, to znak, że macie (ja też!!!) cholernego pecha.


poniedziałek, 27 maja 2013

Fabryka Schindlera + Hellada + final Ligi Mistrzów w starej Zajezdni, czyli sposób na udaną sobotę

Po dłuższej przerwie spowodowanej usiłowaniem skupić swoją całą uwagę na pracy magisterskiej postanowiłam te starania na chwile porzucić na rzecz odświeżenia tegoż bloga.
Ostatnio w ramach cyklu „swojego nie znacie, cudze chwalicie” bądź „wókraK -czyli tam i z powrotem” udałam się z Panną Kelez „za błoto” potocznie zwane Zabłociem. Celem naszej wyprawy była mekka turystów - Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera, inaczej Fabryka Schindlera. Jak przystało na prawdziwych Krakusów, stąpających po tej ziemi już 26 lat nie byłyśmy tam jeszcze... w przeciwieństwie do "Słoików". Choć jak twierdzi Panna Kelez 16/19 złotych za bilet to zdecydowanie za wysoka cena dla nich, więc zapewne tam nie bywają. Bynajmniej Zabłocie nie jest, im obce, bo mieści się tam Fabryka i Bal, które przyciągają tych, którzy chcą się "pokazać". Do rzeczy.. myślę, że nikomu nie muszę przedstawiać tego miejsca (Fabryka Schindlera), a jeśli jednak to odsyłam do Google lub filmu "Lista Schindlera" ;) Poniżej parę zdjęć pokazujące to, co można zobaczyć na wystawie „Kraków- czas okupacji 1939-1945r”, którą serdecznie polecam. Nie bez powodu trzeba było się przeciskać przez grupy turystów blokujące wąskie przejścia.

Widok przez okular fotoplastykonu. Na zdjęciu stara fotografia Krakowa (nie jestem pewna co to za miejsce.. Brama Floriańska?? ;) )

Jest i piękny rower, którym by nie pogardziłaby niejeden fan cyclingu ;)

Kraków, czwartek 31 sierpnia 1939 rok

To jest zdecydowanie mój ulubiony eksponat. Przy najbliższej produkcji odbitek, to zdjęcie będzie miało swój spory rozmiar i zawiśnie na mej ścianie pokojowej :)


Ktoś gustuje w takich kafelkach/flizach/płytkach?


Ilu z Was posiada taką tabliczkę w swojej kolekcji "znalezione na ulicy"?

List małego Romka Polańskiego z getta krakowskiego

Misy, miski, miseczki

Gabinet fryzjerski wyglądał zacnie i profesjonalnie.

Gdyby teraz farbowanie włosów u fryzjera kosztowało 25zł, przetestowałabym wszystkie kolory.

Nic się nie zmieniło.

Tu widać co kryje szafa tresera (??) słoni. 


Po jakże udanym zwiedzaniu i spacerze po Zabłociu udałyśmy się na posiłek bo w brzuchach burczało.  Nasze dupki spoczęły na krzesłach w Helladzie na Limanowskiego 1. Lokal w Podgórzu (bo jest też na ul. Królewskiej) został otwarty niespełna miesiąc temu i chyba nie do końca jeszcze o nim "bywalcy" i "smakosze" wiedzą bo w środku pusto. A miejsce ma potencjał, zwłaszcza jego ogródek, który znajduję się na podwórzu (niestety było za zimno aby zjeść nasze dania na zewnątrz). Z Panną Kelez zamówiłyśmy tylko przystawki jako, że w planach miałyśmy dalsze spacery i smak na pizze. 

Spanakopitakia - pierożki z ciasta phyllo nadziewane szpinakiem i fetą (sztuk 3)

Dolmadakia - liście winogron faszerowane kaszą perłową i wołowiną (sztuk 3)

Oba pyszne!! Tak pyszne, że czas oczekiwania na przyjęcie zamówienia i jedzenie (o zgrozo na przystawki się nie czeka ponad 20 minut, kiedy do tego w środku pusto) zdecydowanie nam przestał zaprzątać głowę. 


 

AKTUALIZACJA (Whychuck masz racje.. nadrabiam zaległość)

Tego dnia, tej soboty miał miejsce finał Ligi Mistrzów i jak przystało na sezonową kibickę (czasem coś obejrzę) udałam się ze znajomymi obejrzeć ten emocjonujący mecz do Starej Zajezdni na Kazimierzu (ul. Wawrzyńca 12). W wielkim hangarze, mieszczącym podobno 300 osób (jak dla mnie więcej by tam weszło ale ja mam koślawe oko) przy dużym drewnianym stole, żłopałam tamtejsze litrowe piwsko (Stara Zajezdnia na swój Mini Browar). Głównym pytaniem tego wieczoru było, to do kogo trafi puchar mistrzów - do Bayernu czy Borussii. Nie byłabym sobą, gdybym tak jak 1/10 a może 1/15 knajpy nie kibicowała Bayernowi (chociaż wcale ich nie lubię, no ale "ograło" ich w tamtym roku moje Chelsea więc trzeba dać chłopaka szansę) ;) Jako, że "Nasi" nigdy nie budzili mojej sympatii, patriotka ze mnie marna, Lewandowski moim kolega nie jest i nie znoszę masowego podniecenia "czymś", tak więc nie pozostało mi nic innego jak kibicować Byernowi :D Miałam stolik obok cudownego kompana w radości, który był dla mnie (nas) gwiazdą, gdyż całym sobą się cieszył ze zdobytych goli Bayernu, a po meczu wychodził z podniesioną głową, dumą w sercu jak przystało na prawdziwego kibica :) Brawo dla koleżki ! 90% Zajezdni kibicowało oczywiście Borussii co nie było zaskoczeniem ale przykro było patrzeć na te smutne oczęta po zakończeniu meczu :D :D 
Po meczu ja ku radości, towarzysze na otarcie łez zjedliśmy Okraglakową zapiekankę i do domu spać.. Mój powrót to dość długa podróż ale nocny trening nóg jak najbardziej udany ;)

 Podsumowując - miłe spędzenie soboty to odwiedzenie Fabryki Schindlera ul. Lipowa 4, Hellady ul. Limanowskiego 1 i Starej Zajezdni il Wawrzyńca 12 -> Kraków