sobota, 26 października 2013

Po miesiącu....

I tak zleciał miesiąc odkąd moja aktywność fizyczna legła w gruzach....
Próby powrotu do ruchu są, co mnie bardzo cieszy ale jednak organizm daje znak, że jeszcze potrzeba mu spokoju i czasu.
Biegi jakie sobie organizuje (bo tylko to tak naprawdę mogę) to spora męczarnia.. nie wiem czy to rzecz w osłabieniu czy bardziej w psychice..
Powoli wracam na jogę... muszę być bardzo ostrożna ale daje radę...
Ale tak naprawdę.. chce na rower!! piękna, ciepła, słoneczna jesień a ja mogę co najwyżej popatrzeć na mojego bike'a :(
Stoi w honorowym miejscu w mym pokoju... już się z nim pogodziłam, wybaczyłam, już chce na niego wsiąść i gdzieś pojechać !!! A nie mogę! :(

czwartek, 3 października 2013

Bieg Trzech Kopców - nie w tym roku

6.10.2013 - ta data miała być dla mnie bardzo ważna. Tego dnia odbywa się Bieg Trzech Kopców. Miałyby to być moje pierwsze zawody biegowe. Niestety nie będą :( 


Mam nadzieje, że to złamanie da mi jeszcze więcej siły i po wyleczeniu nic już mnie nie zatrzyma w dążeniu do szczęścia i przekraczania granic ;)


Za to mega mocno trzymam kciuki za przyjaciół, którzy będą próbować swoich sił w tym biegu. Jeśli ręka pozwoli stanę na mecie i w miarę możliwości będę bić brawa! Na pamiątkę wielkich chęci pozostanie mi pakiet startowy ;)

czwartek, 26 września 2013

To co się kocha, potrafi zrobić krzywdę..

No i jestem uziemiona :( Złamanie kłykcia łokciowego bez przemieszczenia! sic! a myślałam, że jestem niezniszczalna... że mnie to nie spotka... i się grubo myliłam...


Jazda na rowerze w deszczowe dni jest niebezpieczna zwłaszcza po torach :(


W poniedziałek operacja... abym mogła zrzucić szynę... i rękę mieć w miarę sprawną  i szybciej wróciła do zdrowia... gipsu nie będzie..Uff
 
Mocne przygnębienie towarzyszy mi od poniedziałku. Przerwa, zapewne długa, od  jogi, siłowni, roweru i biegania :((( nie mówiąc jak wiele rzeczy mi to pokomplikowało :(


Pocieszam się, że mam rewelacyjnego lekarza :)))


tymczasem trenuję rękę lewą


czwartek, 12 września 2013

Omlet szpinakowy z fetą i płatkami owsianymi / spinach omelette

Nie bardzo wiedziałam co zrobić ze szpinakiem z fetą, który pozostał mi po ostatnich makaronowych wariacjach. Trochę szkoda było mi go wyrzucać a niestety w domostwie mym szpinak nie cieszy się popularnością więc tylko ja go mogłam zjeść. 
Dzisiaj wymyśliłam! Nie bardzo wiedziałam co z tego będzie bo takiego czegoś jeszcze nie robiłam. Przedstawiam Państwu


 OMLET SZPINAKOWY!

Przepis:
Szpinak z fetą / spinach with feta 
2 jajka / 2 eggs
2 łyżki płatków owsianych / 2 spoons oatmeal

Wszystko razem mieszamy, wlewamy na patelnie z roztopionym masłem i na małym ogniu smażymy. Jako że wyzwaniem było odwrócenie go, wsadziłam patelnie do piekarnika i podpiekłam od góry.  Ja już omletu nie doprawiałam niczym, gdyż szpinak miałam gotowy i on dał cały smak.
Pyszności!

Mix everything together, pour into the pan with melted butter and fry over low heat. Delicacies!




Ride on my bike!

Upamiętniając ostatnią wycieczkę do Puszczy Niepołomickiej ;) 
92 kilometry do kolekcji :D

 






poniedziałek, 9 września 2013

Małe podsumowanie.

Przychodzi taki czas, że się człowiek chce pochwalić swoimi postępami i efektami pracy w które włożył wiele wysiłku :)
Kiedy postanowiłam "coś" ze sobą zrobić i zaczęłam chodzić na siłownię był grudzień 2012. Początkowo nie schodziłam z areobów, a jak już to na maszyny do "robienia nóg". Niedługo później trafiłam na Ewe Chodakowską i Mel B z którymi codziennie ćwiczyłam. Regularnie chyba jakieś 3 miesiące. Trochę mi zabrało aby przekonać się do wolnych ciężarów i szczerze nie wiem czy to był marzec czy kwiecień kiedy areoby oraz "panie motywatorki" porzuciłam na rzecz hantli, sztangi itp. Późno, ale lepiej później niż wcale. Okres "zimny" to też regularne granie w squasha. Tylko czekać aż pogoda sprawi, że chłód poniesie na kort. W lutym do siłowni doszła joga, coś co jest moim głównym zajęciem, obowiązkowo 2 razy w tyg, zdarza się częściej.  Teraz kiedy mam 2 tyg przerwę (oby nie dłuższą) spowodowaną trudnością z dotarciem na zajęcia, gdyż praca mi to utrudnia codziennie krwawi moje serce :( Kolejno w kwietniu a może już maju wsiadłam na rower. Najchętniej bym z niego nie schodziła ale czasami trzeba. A w czerwcu bieganie. Przy tym wszystkim zdrowe, racjonalne i obfite posiłki. To wszystko sprawiło, że od grudnia moje ciało zmieniło się diametralnie. Zgubiłam zbędny tłuszcz (choć uporczywie trzyma się w rejonie pośladków ale to już chyba taka moja uroda) i zaznaczyłam ładnie mięśnie. Zaczynając przygodę ze sportem nie planowałam się rzeźbić, nawet nie planowałam znacząco chudnąć. Celem było poprawienie zdrowia, kondycji i ujędrnienie ciała. Aktualnie chudnąć już nie chce za to wkładam sporo pracy aby ładnie wyrzeźbić mięśnie, co sprawi podniesienie wagi. Chcę zamienić tłuszcz na mięśnie. Trochę sobie utrudniłam sprawę przez rower i bieganie bo spala to sporo kalorii, dlatego staram się temu zapobiegać stosując suplementy.
Tak w skrócie wygląda ostatnio moje życie, zdecydowanie lepsze niż przed rozpoczęciem tego wszystkiego. Nie tylko fizycznie jest lepiej ale i psychicznie :) Polecam! To podnosi jakoś życia :D

a teraz efekty :)

Waga - 68kg -> teraz 61kg - liczę na 63kg kiedy "przypakuję"
A w obwodach średnio po - 5cm (niestety cycki też maleją ;))

Grudzień 2012



Luty 2013


Maj 2013



Sierpień 2013



Wrzesień 2013





Ku motywacji!

czwartek, 5 września 2013

"Kocham swój rower" czyli pierwsza SETKA zaliczona

Na samą myśl, że idzie wrzesień i sezon letni dobiega końca, a pogoda też coś zapowiada rychły początek jesieni (oby splatała figla i z latem dłużej trzymała) robi mi się smutno. Poranki zimne, wieczory również i wiatr nabrał na sile, niestety daje znak o tym, że na wycieczki rowerowe zostaje coraz mniej czasu. Tymczasem moje Dziecko (tak, zdecydowanie nim jest) wyposażam w różne gadżety, a siebie w profesjonalne odzienie  :) 

Trochę czasu już minęło od wyprawy, która spowodowała, że chce więcej i więcej i więcej.

Pierwsza setka zaliczona - choć nic na to nie wskazywało :D
trasa ułożyła się tak, że przypomina głowę.. z jednym włosem ;)
"Ma tyle włosów co ja" - rzekł mój towarzysz ;)


Czas marniutki ale to nie on było tu piorytetem, z resztą "autopauza" nie zawsze działa, niestety ;) Trasa w Parku Krajobrazowym to coś co będę wspominać długo i wiele razy mam nadzieję tam wracać. Podjazdy i zjazdy jakie sobie zafundowaliśmy sprawiają, że piórka rosną, a satysfakcja jest tak ogromna, że w nocy śniły się historie rowerowe (a może to ze zmęczenia :P ). Dumna jestem z siebie bardzo i  tylko czekam na wolny dzień i ładną pogodę i wyruszam w trasę, mam nadzieję równie długą :)

niedziela, 18 sierpnia 2013

Nowy zakup -> UNIBIKE


Co kobiety lubią najbardziej? Podobno zakupy. Moje ostatnie zakupy uradowały mnie po stokroć :) Przedstawiam mój najnowszy i największy obecnie SKARB..... UNIBIKE !!!



Przyszedł czas, że mojego górala kupionego kilka lat temu i szybko zużywającego się pasowało zamienić na dobry sprzęt. Uparłam się i kupiłam :) Przeszczęśliwa jestem!

Wyniki od razu się poprawiły bo rowerek nie pożera mojej energii na tylni amortyzator i grube opony, jest też lżejszy, do tego większe koła i sprawny napęd daje swoje.

Przyszedł czas na doposażenie go! Od teraz moje zakupy to nie bluzki, spodnie, sukienki tylko gadżety rowerowe :D

KU RADOŚCI

wtorek, 6 sierpnia 2013

Adidas Women's Response Cushion 21 - moje pierwsze prefesjonalne buty do biegania

Na wstępie proszę o wyrozumiałość, gdyż to moja pierwsza recenzja butów biegowych a jako, że jestem początkującym biegaczem nie wiem co i jak ;)

Przygodę z bieganiem rozpoczęłam niespełna 2 miesiące temu, a już mogę się pochwalić chyba całkiem niezłym wynikiem jak na nowicjuszkę 15km w 1h30'. Ściganie się z samą sobą tak mi się spodobało, że przyszedł czas na pierwsze profesjonalne buty do biegania. W dużej mierze było to podyktowane bólem kolan przy dystansach 10-15km. Buty w jakich dotychczas biegałam raczej do biegów na długie dystanse się nie nadają bo nie takie było ich przeznaczenie. 


Decydując się już na zakup, trzeba było wybrać też odpowiedni sklep. Z całym szacunkiem ale galeriowe sklepy Nike, Adidasa itp z miejsca odpadały bo obsługa jest tam mocno wątpliwa. Padło na sklepbiegacza.pl

Mój budżet niestety nie był imponujący ale chyba udało mi się kupić fajny but.


Posłużę się opisem znalezionym w sieci
"Przeznaczone dla stopy neutralnej i supinującej. Buty z legendarnej serii response, mające swoich fanów na całym świecie. producent informuje, że buty przeznaczone są dla osób o wadze lekkiej i dużej. My polecamy ten but osobom do 80 kg, ponieważ powyżej tej wagi amortyzacja może okazać się zbyt słaba. Pierwsze wrażenie po założeniu buta to lekkość i tzw. czucie mięśniowe, krótko mówiąc w butach czujemy podłoże po którym biegniemy, co nie zawsze ma miejsce w butach z dużą amotyzacją. Ma to znaczenie przy szybszych jednostkach treningowych oraz gdy biegamy po drodze szutrowej lub ubitej nawierzchni leśnej, gdzie ważna jest stabilizacja i pewność w stawianiu kolejnych kroków. Cholewka wykonana z przewiewnej siateczki dla lepszej wentylacji, wzmacniana meshowymi paskami. W przedniej części umieszczono syntetyczny element dla ochrony przed ostrymi krawędziami. Pianka EVA wraz z systemami adiPRENE oraz adiPRENE+ zapewni Tobie komfort oraz wygodę na biegowych szlakach. Buty kompatybilne z urządzeniem miCoach." Źródło

A jakie są moje odczucia??
Zależało mi na bucie z dobrą amortyzacją aby moje kolana nie były narażone na urazy jakie fundowałam im do tej pory. W sklepie usłyszałam, że taki przedział cenowy jaki wybrałam nie zapewni mi amortyzacji na najwyższym poziomie, no ale bankowo lepszą niż w tych co biegałam dotychczas ;) Wybór padł na Adidas Response Cushion 21. 

Pierwszy bieg w tych butach miał dystans 15km. Jak wrażenia? Fajny leciutki bucik, trzymający dobrze kostkę i stopę. Więcej luzu w palcach nie powodowało ich zgniatania a co za tym idzie odgnieceń.  Dzięki wyprofilowanej podeszwie miałam wrażenie, że nogi same mnie niosą, niestety po jakimś czasie znikło ;) (nie ma tak dobrze). Świetna wentylacja, o której nie ma mowy w moich starych Nike. A jak amortyzacja? Faktycznie czuję się, że pięta ma dobre podparcie, jak zresztą cała stopa ale ból kolan się pojawił, co mnie mocno zmartwiło. Wygooglowałam "ból w zew stronie kolan przy bieganiu" bo nie chciałam dopuścić myśli, że kupiłam kiepskie buty. Najprawdopodobniej dokucza mi "zespół pasma biodrowo-piszczelowego" (ITBS), który bardzo często występuję u początkowych biegaczy, którzy za szybko wydłużają swoje dystanse. Forsują  stawy, które nie są przygotowane do takiego obciążenia. JA idealnie się w to wpisuję. Po przeczytaniu kilku artykułów na ten temat uznałam, że przez najbliższe miesiące nie przekroczę 15km, choć już mi się dystans półmaratonu marzy sic!.

Jak się sprawują buty na dystansie bezbólowym? na 4km. Idealnie. Zero bólu, zero dyskomfortu, lekki fajny bieg. Tyle ze zdecydowanie poranne bieganie nie jest dla mnie :/

Dwa biegi to może za mało aby ocenić rzetelnie mój nabytek ale chyba jak na pierwsze "porządne" buty biegowe był to dobry wybór :)







Cena: przecenione z 399zł na 279zł :)

czwartek, 1 sierpnia 2013

15 km ! !

Kiedy pisałam posta  Bieganie - przekraczając granice  myślałam, że takowe istnieją. Jak się okazuje jedyne co nas ogranicza to nasza głowa :) Kiedy na liczniku kilometrów wybiło 15 km, stwierdziłam, że mogę wszystko :D

czwartek, 25 lipca 2013

Zabierzów Bocheński - odskocznia od rzeczywistości

Kiedy dostałam zaproszenie na grilla od znajomego do jego "nowego domu" za granicami Krakowa w okolicach Puszczy Niepołomickiej, ucieszyłam się jako, że przydałaby się w końcu odskocznia od intensywnego życia. Dodatkowo jak się dowiedziałam w dniu imprezy czekała mnie tygodniowa delegacja do Sosnowca (czemu akurat tam?!). Dzisiaj (po powrocie do szarej rzeczywistości) okazało się, że grillowanie było równie intensywne jak cały mój tydzień ;) czyli dużo się działo i mocno umęczona wróciłam do domu ale jakże wypoczęta ;) Pozytywne zmęczenie!

Ale od początku.

Nie mogłam nie skorzystać z rewelacyjnych warunków rowerowych na trasie do Zabierzowa Bocheńskiego więc z wielką radością wybrałam się tam na rowerze - 30 km - idealne (co prawda z przystankiem na 5h pracy).  Kiedy wjechałam w Puszczę Niepołomicka "banan" na buzi pojawił się od razu i miałam ochotę wszystkich informować jak zajebiście tam jest :D asfaltowa trasa wśród drzew, momentami bita, kamienista aby dupa poczuła że się jedzie. Choć wiedziałam, że Puszcza jest cudnym miejscem to nie miałam okazji nigdy jeździć po niej na rowerze, a jest gdzie!!




Pogoda idealna, trasa mega pozytywna, ciasto na tę okazję wyszło przepyszne, nawet wiadomość o Sosnowcu nie zrobiła na mnie wrażenia więc ten wypad musiał być udany.

Zajechałam pod dom, pod który idealnie doprowadził mnie GPS i przywitała mnie rodzina Gospodarza bo On nie dojechał jeszcze (zapowiedziałam się, że będę wcześniej), długo nie usiedziałam bo okolice tamtejsze tak mnie oczarowały, że wybrałam się na spacer i małe zakupy. Był chill w pszenicy z piwkiem w ręku, krótkie opalanko i powrót aby pomóc Gospodarzowi w przygotowaniach. Goście zaczęli się zjeżdżać więc i atrakcji przybywało. Kiedy wie się, że wśród gości będą tylko 2 osoby, które się zna to wiadomo, że będzie zabawnie. Mogłam się spodziewać, też tego, że pierwsze poznane osoby, będą mi towarzyszyć do końca wieczora... hmm do końca wypadu. Tym bardziej, żeśmy się dogadywali ;)





Grillowanie... im więcej gości, im więcej alkoholu tym więcej wygłupów i jeszcze większy luz.

Atrakcji wieczoru nie brakowało, a wszystkie bardzo spontaniczne. Wiadomo był GRYL i ALKO. A po za tym:



- tworzenie pochodni "antykomarowej" z tego co pod ręką - działała!
- zdarzyło się nawet lanie woskiem, co ciekawe w wosku zatopiony był komar. fuuu

"antykomarowa" świeczka na ziemi i komar w wosku 
- zabawy z piłką - "głupia Małgosia" i "gdzie jest piłka" (choć w tym przypadku byłam jedyną, która chciała w to grać). Wszystko pięknie, tylko buty brudne.
- "spacer farmera" - nocne poszukiwanie zagubionego kolegi wśród pól, oświetlając sobie drogę świeczką (kolega Kamil pod koniec drogi nie wytrzymał presji  i świeczkę ową zgasił) i drinkiem w ręku (na 3 osoby to mało). Wycieczka ta miała wiele ciekawych momentów np. "wykopki" - nieudane bo ziemniaków jeszcze nie ma ;) opowieści o miejscowym, który atakuje samotnie spacerujące dziewczęta i tnie im ubrania, czy też o psach puszczanych luzem nocą przez tubylców, a nawet oglądanie sztucznych ogni, które tego dnia puszczane były w Wieliczce z okazji "Dni Wieliczki" lub coś w ten deseń.
Cholera tylko  stopy brudne, mokre, zmarznięte bo się w japonkach wybrałam.
- oglądanie gwiazd - nawet trafiały się spadające
- leżakowanie
- ciekawą atrakcją był fakt, że była łazienka ale nie było wody ;)
- "nocne rozmowy" - tylko najwytrwalsi przegadali, uśmiali się i nie spali tamtejszej nocy. Załapując się na uroczy wschód słońca :) Wiadomo kto. Tyle, że później nie mogliśmy uczestniczyć w rozmowach "co mi się sniło?
- opalanie też było - od 7:30 co niektórzy
- wypad nad zalew, gdzie wejście kosztowało 8zł dla przyjezdnych (o zgrozo!)
- granie w "sabotażystę"
- bigos był
- miały być tańce ale wieś nie była zachwycona, że o 2 w nocy rozchodziły się dźwięki z Radia RMF FM
- leniuchowanie w promieniach słońca, bo opalaniem ciężko to nazwać ;)
- powrót "pedalarzy"  do domu - po genialnym weekendzie aczkolwiek męczącym - był o dziwo bardzo przyjemny :) (w drodze powrotnej wracałam z nowo poznanymi osobami, którzy również wybrali się na rowerach, z czego jedna z nich toż to zawodowiec jeśli chodzi o rowery. Propsy wielkie dla tego Pana. Inspirujący i motywujący Gość.)
- arbuz, ciastka kokosowe ale tak fajne, że ja która za kokosem nie przepada zjadłam ze smakiem (a może głodna byłam)
- wiatr wiał też ;) po naszych nagich rozgrzanych ciałach, że momentami było zimno
- bocianów taka ilość, że ciężko zliczyć. Myślę, że sporo dzieci się uzbiera wśród przybyłych gości
- maki - ciężko teraz spotkać maki, przynajmniej w mieście. Pamiętam jak za dzieciaka zrywało się przekwitnięte maki i się je zjadało, albo pączki się rozrywało, żeby szybciej pojawiły się płatki :) Teraz maki spotkać można chyba tylko blisko pół, a szkoda bo to ładny "kwiatek"



- choć nie był okazałych rozmiarów widziałam też z bliska kombajn :) może jakby bardziej słońce przyświeciło i wypity byłby nie jeden "Książęcy" a dwa to bym się wprosiła, bo myśl taka była.

tutaj z daleka - tak to ta czerwona kropka
- jeszcze zmierzch


i wchód



...a no i genialne niebo całe 2 dni



Podsumowując weekend marzenie. Wcale nie trzeba jechać "niewiadomogdzie" aby się świetnie bawić i wyluzować. Wystarczy dobre towarzystwo, humor i przyjemna okolica. 

Czas na II śniadanie



Za co lubię lato? 

Głownie za słońce i ciepło, ja zmarzluch i osoba, która za zima nie przepada wyczekuje wiosny i lata odkąd dupa zaczyna marznąc. 

Lato tez uwielbiam za owoce i warzywa. Choć staram się aby cały rok dostarczać witaminy w ten sposób to jednak latem jest to najłatwiejsze, najsmaczniejsze i bardzo różnorodne. Ostatnio moje II śniadanie składa się z 3 składników. Owoc - tutaj będzie ananas, choć "matka natura"  pozwala nam teraz wybierać między jagodami, borówkami, malinami, śliwkami, arbuzem, porzeczkami....... i inne, kolejno jogurt naturalny (co kto lubi, jogurt jest najlżejszy ale można go zastąpić maślanka, kefirem..) i musli (ja mam czekoladowe - jedna z nielicznych czekoladowych rzeczy jaką jadam). Pychotka!!



sobota, 20 lipca 2013

BCAA, czyli jak wspomagać organizm

Jak kiedyś wspomniałam, praca w "kopalni książek" i codzienna dawka ruchu w różnej postaci powoduje, że organizm zaczyna dawać znaki, że chciałby odpocząć. Uzależnienie od ruchu sprawia, że ciężko usiedzieć na tyłku nic nie robiąć, a jak już się trafi dzień regeneracji to zazwyczaj ze wzgledu na inne obowiązki. Nie jest to dobre ale jak nie korzystaćz lata, przyjdzie zima będzie siedzenie. Zdażały mi się dni kiedy wstawałam z łóżka z wrażeniem jakbym była 2 razy cięższa. Wtedy pojawiły sie pierwsze myśli o "wspomagaczach", napierw z racji utrudnienia dostarczania odpowiedniej ilości posiłów, myślałam o białkach. Myśl ta się zmieniła sie (z racji ogarnięcia obiadów w pracy) na suplement dodający energii. Nastały poszukiwania. Chcąć dobrze sporzytkować ciężko zarobione pieniądze, przyłożyłam się do poszukiwań. Choć długonie byłam przekonana czy mój wybór jest dobry, w końcu kupiłam  Hi-Tec Nutrition - BCAA Powder.



To co jest BCAA?
Krótko i bez chemiczno-medycznych określeń. To aminokwasy, które budują nasze mięśnie.

Jak to działa?
Podczas wysułku fizycznego,w organizmie powstaje niedobórenergii, który prowadzi dozwiększonej redukcji L-leucytyny i tym samym niedoboru aminokwasów rozgałęzionych (czym jest właśnie BCAA). Niedobór L-leucytyny jest uzupełniany z organizmu poprzez redukcję tkanki mięśniowej i własnych białek - a tego nie chcemy. Dlatego niezbędne są alternatywne źródła energii i BCAA nadaje się do tego znakomicie. 
 
Co one dają?
Aminokwasy zawarte w BCAA wykorzystywane są przez mięśnie jako paliwo. W trakcie wysiłku spada poziom aminokwasów, więc dostarczając je za pomocą BCAA zwiększamy wytrzymałość i oddalamy próg zmęczenia. Do tego zwiększamy beztłuszczową masę ciała tzn budujemy mięśnie.

Efekty?
Są! I to duże, mam wrażenie. Co prawda piję BCAA od tygodnia (przy treningach różnego rodzaju) ale jej działanie widać od razu. Lepsze samopoczucie po treningu. Większa wytrzymałość i szybka regeneracja. Zmęczenie oczywiście się pojawia ale jest ono mniejsze.

Moje pierwsze zetknięcię z sumplementami uważam za udane i pewnie prędzej czy póżniej spróbuje innych specyfików :)

czwartek, 18 lipca 2013

Omelt z sosem gruszkowym

Śniadanie to bardzo rutynowa czynność w ciągu mojego dnia. Weszła tak w nawyk, że jest to oczywiste jak mycie zębów dlatego "przepisy śniadaniowe" przestały pojawiać się na blogu. Dzisiaj jednak widząc jak piękne i smakowite danie mi wyszło wrzucę tutaj inspirację dla "NieJadaczy Śniadań" (dla innych jest to bardzo oczywisty przysmak)

Omlet z sosem gruszkowym 


Przepis:

3 jajka
2 łyżki mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (zwykle nie daje ale ostatnio zauważyłam, że ładniej rosną wszelkiej maści mączne dania)
2 łyżeczki cukru
szczypta soli 
masło do smażenia

kefir 1/4 szklanki
2 łyżki twarogu
1 gruszka
 winogrono

Żółtka oddzielić od białka. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywno. Dodać cukier i żółtka. Ubić.  Mąkę i proszek do pieczenia połączyć z resztą (łyżką, będzie puszysty). 

Gruszę obrać, pokroić zblenderować z kefirem i twarożkiem. Mój wyszedł nieco zbyt płynny więc polecam dobrać proporcje wg uznania. 

Omlet smażymy, polewamy sosem i układamy winogrono na górze :)

Smacznego :)

środa, 17 lipca 2013

Bieganie - przekraczając "granice"

Cudownym uczuciem jest zaskakiwać samą siebie. Przekraczać te cholerne "granice" , o których wokół mówią do znudzenia. Pokazać sobie, że się potrafi, że się da jeśli tylko się chce. 

Kiedy nastał mój wielki powrót do sportu, bieganie było pierwszą rzeczą przed którą się broniłam. Co najwyżej minuta biegu na bieżni i koniec, bo "ja nie jestem stworzona do biegania" (taaaa, tak jak i do roweru nie mam odpowiednich proporcji ciała ;P). Przez wiele miesięcy postępy były niewielkie wiec uznaje, że ich nie było. Wielkie dzień nastał 8.06.2013, wtedy założyłam buty i poszłam biegać w plener bez większego zaangażowania. Było to wielką porażką więc przejdę do kolejnej próby, którą uznaje za początek zmagań z bieganiem :P Pierwsze 3km w biegu w czasie 19:41s (nastały dopiero 12 dni po pierwszej próbie - wadziła pogoda) było dla mnie dużym sukcesem i zapalnikiem, aby dalej trenować i próbować. Dość szybko bo dwa dni później wystartowałam na 5km :) Zajęło mi to 32:49s. ahhh jaka byłam dumna z siebie :) Od tego czasu staram się upychać bieganie w swój już wystarczająco aktywny tydzień. 

Post o bieganiu miał nie powstać, przynajmniej nie tak szybko, bo nie ma się czym chwalić, 5 km w ponad pół godziny to jedynie satysfakcja dla mnie dla innych może nie być niczym nadzywczajnym. Okazja nastała wczoraj. Po 6 biegach jakie do tej pory zaliczyłam i najdłuższy dystans to 6km, wybrałam się bardzo spontanicznie na bieganie. Miało do niego nie dojść z kilku powodów. Środa miała być dniem regeneracji bo dawno jej nie było, buty do biegania rano wylądowały w praniu więc miały być mokre (nie były) oraz słaby dzień jeśli chodzi o posiłki w ciągu dnia, a przed samym biegiem nie będę jadła obiadu. Co z tego, przyszła myśl, buty wyschły to lecimy. Plan był 5km i do domu, jakimś cudem zrobiło się 10km :D :D :D W trakcie biegu zwyczajnie chciało się więcej i więcej, więc biegłam przed siebie, planując trasę na bieżąco ;) dzień był tak dobry i albo moje BCAA działa na organizm albo na podświadomość (w trasie, w chwilach słabości mówiłam sobie "aminokwasy, aminokwasy - dasz radę" ;)) Może gdyby nie ból w kolanach, który do dzisiaj trzyma byłoby więcej - > 10,66km w 1h06m48s uważam za wielki sukces!!!!!!!!!!!!! Jak się chce to się wszystko da! 


Super Dumna Iza

poniedziałek, 8 lipca 2013

Squat Challenge zakończony / Praca fizyczna a forma ;)

SQUAT CHALLENGE

Wiecie co jest najgorsze w robieniu 250 przysiadów??? w sumie to samo można powiedzieć już w momencie kiedy nastaje dzień 180 powtórzeń.. Nuda.. Dla mnie ten challenge nie był trudny ani bardzo męczący ale zwyczajnie nudny. Nogi szybko się przyzwyczaiły do tego typu aktywności do tego dochodzi bardzooo częsta jazda na rowerze (minimum 19 km) więc nie mogę powiedzieć, że było to niemożliwe do zrobienia, czego się spodziewałam zaczynając to wyzwanie. Niestety nuda i wyczekiwanie do końca, sprawiło, że planowana kontynuacja squatów z większą ilością powtórzeń nie dojdzie do skutku. Też z powodu znacznego ograniczenia mojego wolnego czasu.


PRACA FIZYCZNA

Ponad 3 tygodnie temu zamieniła siedzącą pracę na ciężką fizyczną robotę, brzydko mówiąc. Codzienne noszenie książek przez 8 godzin, do tego jazda na rowerze do i z pracy (19km)  spowodowało, że już po 1,5tygodnia moja waga spadła o kilogram, moje bicepsy i tricepsy podskoczyły do góry i regularne przybywały siniaki. Niewiele się zmieniło po za tym, że waga stanęła, o co zadbałam jedząc więcej, ale do czego zmierzam. Staram się przy takim wysiłku równie regularnie zaglądać na siłownie, niestety nie jest to już tak częste jak poprzednio, ponieważ zwyczajnie czasu i siły ubywa. Kiedy wybrałam się, któregoś dnia i był to dzień treningu barków, pleców i klatki zwyczajnie mięśnie nie dawały rady. Może to też wina dość długiej przerwy od siłowni (siła wyższa) ale mam wrażenie, że to jednak wina pracy. Dlatego w przeciągu ostatnich 48h zakupiłam BCAA!! Co to? Dlaczego? Po co? O co chodzi? Przybliżę na dniach, jeśli znajdę chęć i chwilę na bloga.

środa, 26 czerwca 2013

Burpee Challange

Kiedy decydowałam się na BURPEE CHALLANGE byłam przekonana, że nie ukończę tej męki... a im "dalej w las" tym lepiej. Kiedy 4 dnia miałam do zrobienia 20 burppe stwierdziłam, że to moje ostatnie i więcej nie dam rady. Z każdym dniem przekraczałam swoją granice. Dzisiaj jestem na półmetku. 50 burppe zrobione :D


 Muszę koniecznie zaznaczyć, że dnia 10 kiedy to wypada "odpoczynek" (w moim wypadku nie ma leżenia do góry brzuchem), za namową kolegi wybrałam się na zajęcia FIT CAMP'u (o tym innym razem), a tam co?? Uwaga! BURPEE ;)


Poszłam trochę na łatwiznę i robię wariant łatwiejszy bo omijam "pompki".


 Gryzie mnie sumienie przez to zwłaszcza, że zaczynając byłam pewna, że szybko sobie odpuszczę. Trzeba ten BURPEE CHALLANGE potraktować jako rozgrzewkę do tego zaawansowanego :)


sobota, 15 czerwca 2013

Squat Challenge


Dzień 9 -> 100

Jako, że dzisiaj wybiła setka, krótkie podsumowanie. Zaczynając wyzwanie, miałam do zrobienie 50 przysiadów. Uznałam, że powtórzenia będę robić dwa razy dziennie. Pierwsze dni, nie sprawiły mi żadnej trudności. Co prawda pojawiały się myśli, "o kurcze te50/60 to dużo" ale zabijałam je tym, że 250 to jest dopiero dużo. 4 i 8 dzień to odpoczynek, przynajmniej wg wyzwania ale nie ma tak lekko, ja w te dni również "przysiadałam" :P Nie mogę powiedzieć, że przy 80 < nie odczuwałam żadnego zmęczenia i zniechęcenia ale kiedy przekroczy się połowę jest tylko lepiej. Mała zadyszka i czerwień na twarzy to jedyne jak na razie oznaki przysiadów. Zakwasów nie było i pewnie nie będzie nawet przy 250 jako, że wcześniej nogi miały do czynienia z ćwiczeniami ale przy rozciąganiu udko trzyma :P Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do tego wyzwania i już myślę o następnym, który skończy się na 500 powtórzeniach ;)









Polecam gorąco "Squat Challenge". Fajne i przyjemne w porównaniu do Burpee, o którym niebawem.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

2 x CHALLENGE SQUAT + BURPEE

Ciąg dalszy "Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma". W przerwie od siłowni (niestety, ale jeszcze parę dni) szukam sobie zastępstwa. 
W sobotę rozpoczęłam ->


30 DAY SQUAT CHALLENGE

Utrudniłam sobie to wyzwanie nieco. Przysiady robię dwa razy w ciągu dnia. Dzień trzeci nie sprawił mi żadnych trudności :)

Dzisiaj do swojego planu dnia dodałam drugie wyzwanie. Znacznie gorsze niż przysiady. Przerośnie mnie ono już po paru dniach. Moje kochane BURPEE!!! 


Trzymam za siebie kciuki, zwłaszcza z Burpee. Podobno po 50 powtórzeniach jest łatwiej.. aaa.. o ile dotrwam :D Już widzę te łzy cieknące po policzkach :)