Ja, laik, osoba, która w górach ostatni raz była parę lat temu, ale, która miała/ma przyjemność słuchać o górach od osoby, która bez nich nie wyobraża sobie życia (co sprawiło, że na nowo o nich teraz myślę) pozwolę sobie poruszyć ostatni temat ze Świata Gór.
Wtorek, godzina14:30, napływają pierwsze radosne wieści z Karakorum .4 naszym Polskich himalaistów jako pierwsi zdobyli zimą szczyt Broad Peak(8051mn.p.m). Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomek Kowalski i Artur Małek na zawsze wpisali się do historii himalaizmu...Choć były już 4 próby zdobycia zimą tego szczytu i Maciej Berbeka 25 lat temu był "o krok" od pokonania góry, we wtorek to się w końcu udało. Kiedy wszyscy wiwatowali, ciesząc się z sukcesu chłopaków, z boku pojawiały się głosy "przecież muszą jeszcze zejść". Mogło, by się wydawać to formalnością, ale jak się okazuje zejście jest trudniejsze niż wejście.
Środa- napływają nowe wiadomości, A. Bielecki i A. Małek dotarli do C4 (obóz na wysokości 7400m, z którego zaczynali atak szczytu), natomiast T. Kowalski i M. Berbeka zostali uznani za zaginionych. Nie dotarli do obozu, nie ma z nimi łączności i nie widać na podejściu do szczytu żadnego ruchu. Wielka niewiadoma i ogromny strach co z nimi. Radość przez łzy i wielkie wyczekiwanie na nowe wiadomości.
Czwartek - choć wielu wciąż żyje nadzieją, że chłopaki w końcu pojawią się w obozie, wycieńczeni i odmrożeni, ale jednak.. wszystko wskazuję, że nie ma na to szans..
Piątek- ... góra upomniała się o chłopaków :(
Tak pokrótce wygląda historia, która ostatnimi dniami zaprząta mi głowę do tego stopnia, że nic pożytecznego nie udało mi się zrobić. Skupić się na pracy i obowiązkach było niemożliwe.
Kiedy w grudniu zobaczyłam wiadomość o rozpoczęciu wyprawy, w międzyczasie mając okazję usłyszeć sporo o historii himalaizmu, w której to Polacy przodują, a "mapa" zdobytych po raz pierwszy 8 tysięczników jest wręcz biało czerwona, ta wyprawa ciągle siedziała w mojej głowie.
15 lutego przeczytałam wiadomość, że A. Bielecki i A. Małek po praz pierwszy przystąpili do ataku na szczyt, mocno trzymałam kciuki aby, im się udało, niestety nie tym razem. 19 lutego M. Berbeka i T. Kowalski ruszyli w stronę szczytu z zamiarem zdobycia go, również, im się nie powiodło. Pomyślałam, że pewnie nic z tego nie będzie. Wtedy właśnie zaczęłam śledzić aktualne informację z wyprawy. Chłopaki są twardzi i nie skończyli na dwóch próbach. Kiedy spadła na mnie wiadomość o zdobyciu szczytu 5.03 radość była wielka.. przedwczesna, ale wielka.. z resztą nie! trzeba się cieszyć z sukcesu tych Chłopaków, nikt, im tego nie zabierze, choć góra zabrała dwóch z nich to spełnili oni swoje marzenie, zginęli robiąc to, co kochali ponad wszystko.


Śledząc FP Polski Himalaizm Zimowy na FB, z coraz większym niedowierzaniem czytałam komentarze na tej stronie. Doskonale tam widać jak płytcy, prości i bez wyobraźni są ludzie żyjący w naszym kraju, baa wręcz niedouczeni albo na lekcjach geografii spali. Być może mają też nudne życie, brak marzeń i ambicji. Bardzo niewiele trzeba aby zdawać sobie sprawę jak niesłychanie ciężka jest to wyprawa, jak silnym fizycznie i psychicznie trzeba być i, że człowiek jest tam zdany tylko na siebie. Przerażające jest to jak wyobraźnia ludzi jest ograniczona. Z drugiej strony ilość ekspertów jaka pojawiła się ostatnimi dniami też doprowadza do rozpaczy. Ale nie o tym chciałam, bo jak powiedział Piotr Pustelnik (alpinista, himalaista) ""Dlaczego chodzisz po górach?" - Odpowiedziałem, że ludzi można podzielić na dwa rodzaje: a) na tych, którym nie trzeba tej pasji tłumaczyć. b) na tych, którym się jej nie wytłumaczy."
(wszelkie odpowiedzi na pytania "a dlaczego nie schodzili wszyscy razem?", "dlaczego inni po nich nie wyszli?", "dlaczego nie wysłali helikoptera?" znajdują się na stronie
http://polskihimalaizmzimowy.pl/ lub na
FB Mi szkoda czasu i energii na pisania rzeczy, które ławo można sobie wytłumaczyć samemu. Wszelkie szczegóły wyprawy również pod linkami.)
Piotr Pustelnik użył słowa "pasja"..
To takie proste, znane wszystkim słowo. Używamy go bardzo często opowiadając o swoich zainteresowaniach, hobby lub podkreślając, że coś po prostu lubimy.. ale czy wiemy co ono tak naprawdę oznacza? Czym jest pasja? hmmm pasja = mania, zamiłowanie, słabość do czegoś, upodobanie.. ok, ale pasja może być też nałogiem, uzależnieniem, to chyba bardziej obrazuję wielkość tego słowa. Pozytywnym uzależnieniem.
Czy pasją można nazwać co niedzielną wyprawę rowerową? hmm wg mnie nie, natomiast możemy to lubić i spędzać tak miło czas. Pasją może być downhill (ekstremalne kolarstwo górskie), który wymaga mega poświecenia, a nie tylko niedzielnego popłudnia.
Ostatnie wydarzenia pokazują, że pasja jest wszystkim, jest sensem życia, drogowskazem, ścieżką, która prowadzi nas przez życie, oderwaniem od rzeczywistości i codzienności.. każdy człowiek z "prawdziwą" pasją ma swoje wytłumaczenie. Przeciętny Polak, który w swoim życiu myśli kategoriami, dom, rodzina, praca itp. chyba nie jest w stanie pojąć takiej miłości. Pasja to nic innego jak miłość. Dla jednych pasją będą te niedziele wycieczki rowerowe dla innych wchodzenie zimą (i nie tylko) na ośmiotysięcznik co wiąże się z ogromnym ryzykiem. Porównywanie tych dwóch skrajnie różnych rzeczy jest może śmieszne, ale nie powinniśmy tego oceniać, tylko bić brawo tym, którzy przekraczają granicę spełniając swoje marzenia i osiągają swoje cele, często niepojęte i niezrozumiałe, a tych drugich dopingować, bo, skoro lubą jazdę na rowerze to niech sprawią, że nie będą to tylko niedzielne wycieczki.. My cieszmy się swoimi małymi osiągnięciami, drobnymi zainteresowaniami, pracujmy nad nimi, a jak nie mamy to ich szukajmy.. bo być może z małych pasji wyrośnie coś, co będzie naszym sensem życia.
Pytanie jakie nasuwa się nam czytając te smutne newsy z Karakorum to, jak wiele można poświęcić dla pasji? Czy balansowanie na krawędzi życia i śmierci można nazywać pasją? Czy to ma sens i jest normalne? Jak widać, są tacy co poświęcają własne życie. Będąc osobami dorosłymi, świadomymi i rozumnymi, znający ryzyko i wiedzący, że kiedyś robiąc to, co kochają mogą zginąć, nie odpuszczają tylko wciąż podwyższają sobie poprzeczkę. Dla kogoś, kto sportem ekstremalnym nigdy się nie zajmowała, nawet nie próbował, którego pasjonuje czytanie książek, gotowanie czy coś innego "przyziemnego", jest to głupotą, nie zrozumiałe albo tego nie popiera. Spełnia się w tym co robi, cieszy go to, ale nie ryzykujemy życia, nie zastanawiamy się nad tym jakie musi ponieść koszty aby swoją pasję rozwijać człowiek, którego sensem życia są góry, ile siły psychicznej i fizycznej musimy mieć aby przekraczać granice.
Na szczęście są też tacy, którzy to w całości rozumieją, choć w górach byli kilka lat temu ;)
Ja, ciągle szukam swojej prawdziwej pasji.. choć interesuje mnie wiele rzeczy to niczemu nie poświeciłam się w 100%. Może to brak motywacji, brak funduszy (większość nałogów jest bardzo kosztowna) brak czasu.. a może wszystko na raz.. Patrząc na chłopaków, pomimo tej tragedii, która miała miejsce chce kiedyś tak jak oni kochać robić coś tak mocno, że będzie to moim sensem życia. Czy byłabym skłonna zaryzykować dla niej życie?? hmmm odpowiem, kiedy ją znajdę :)