Dzisiaj, coś co jeszcze nie pojawiło się na tym blogu, a pojawić się musi, gdyż odkąd pamiętam jako pierwsze wypowiadam, to "słowo" kiedy ktoś pyta o moje zainteresowania.
FILM czyli moja wielka miłość.
W końcu przyszła pora na pierwszą, dobrą (mam nadzieję) i MOJĄ osobistą recenzję filmu.

Lubię takie filmy, o których mało co wiem, których opis jest bardzo ogólny, o których jest głośno ze względu na obsadę lub realizatorów, jednocześnie, obok znanych nazwisk pojawia się "znaczek" któregoś z festiwali filmowych. A już najbardziej lubię jak film mnie zaskakuje i to nie tym, że po seansie okazuję się arcydziełem, tylko formą i obrazem jakich się nie spodziewałam.
Spring Breakers jest idealnym przykładem na to wszystko, co opisałam powyżej. A dlaczego?
Z opisu niewiele wynika, a jak wynika to kolejna produkcja dla nastolatków, o nastolatkach przedstawiona w stylizacji amerykańskiego podwórka. BA czegoś się spodziewać widząc na plakacie takie nazwiska jak Gomez i Hudgens. Do myślenia daje ten "nieszczęsny" Festiwal w Wenecji. Pomyśleć można, ale jak to taki film na takiej imprezie? Wystarczy spojrzeć na nazwisko reżysera, Ci co znają jego produkcję od razu będą wiedzieć, że nie jest to zwykły film, a Ci co go nie znają, niech co nieco o, nim poczytają. Tym sposobem można dojść do wniosku, że to nie jest kolejna ckliwa historia z happy endem o amerykańskich nastolatkach. Więc czym jest??
Na wstępie, polecam podejść do tego filmu z dystansem i pozbyć się wszelkich oczekiwań. Podejść do niego z czysta, pustą głową, żeby dostrzec w, nim TO COŚ.
Po drugie daruje sobie opis fabuły.
Uwaga!!
Od tego momentu czytasz na własną odpowiedzialność! Choć brak w tej recenzji opisu fabuły, nie odpowiadam za bardzo prawdopodobne zepsucie seansu i odbioru filmu ;) Ja bym tego nie chciała wiedzieć przed obejrzeniem SB
Kiedy w dwóch pierwszych minutach filmu zobaczyłam dużo cycków, dużo dup, jeszcze więcej cycków i dup a w tle słyszałam ulubieńca wyzwolonej, a zarazem zakutej w kajdany internetu i tandetnej popkultury młodzieży, czyli Skrillexa, szeroko otworzyłam oczy a jeszcze szerzej buzie. Tylko po to , żeby za chwilę je zamknąć, ułożyć się wygodnie w fotelu i pomyśleć o kurwa, no to jazda.
Łooo to była jazda, jakby to powiedzieć rollercoaster (;P). W tym filmie jest wszystko czego możemy się spodziewać, ale zaraz obok wszystko to czego raczej nie oczekiwaliśmy.
Główne bohaterki tak jak pies spuszczony ze smyczy, poczuły wolność i robią wszystko aby trwała ona jak najdłużej. Czują, że mogą wszystko i tak też robią, prowadząc nas po dzikim, wolnym świecie, w którym nie ma zasad, granic, a wszystkie ograniczenia jakie napotykają wychodzą z ich głowy. To nie jest film z głębią, nie ma tu moralizatorskiego przesłania, nie ma też ładnej, grzecznej opowiastki. Dostajemy kawał mocnego, bezlitosnego obrazu. Przerysowanego, kiczowatego, karykaturalnego spojrzenia na dzisiejszy świat popkultury. Prześmiewcze ukazanie, bytu wykreowanego przez media. Inspiracji szukajmy we współczesnych teledyskach, z których aż kipi sexem, nagością, narkotykami, alkoholem, bronią, bogactwem, do tego feeria barw i magia kolorów. hmm w tym filmie jest gorzej ;)
W Spring Breakers całą historię opowiadają zdjęcia (genialna robota) a zaraz obok muzyka (takiego mixu dawno nie słyszałam) do tego wszystkiego jakby montaż na odwal się i mamy SEN. Chaos, niedomówienia, kolaż, wyrwania z kontekstu, powtarzalność, kontrasty, zmiany tempa. Brak zbędnych dialogów, wiele powtórzeń. No! Toż to nic innego jak sen ;) Sen, który od początku prowadzi nas do zguby i tak też się kończy.
Patrząc trochę z innej strony, ten film jest 1,5h teledyskiem. Opowiada jakąś historię, nie wszystko w nim jest "dokończone", mamy wiele powtórzeń jak refren piosenki, wszystko jest takie piękne, kolorowe, takie WOW (w klipach też artyści nie uznają półśrodków, wszystko musi zachwycać, w końcu mają parę minut aby widza zachęcić i przytrzymać przed ekranem), do tego dynamiczny montaż, energiczna muzyka.
Uwaga!!!
Tu możesz już czytać!
Parę słów o aktorach... NIE, może nie, to trzeba po prostu zobaczyć. Choć wiele rzeczy przeciętnego widza, pewnie odstrasza (widząc choćby stronę filmu na filmwebie), to ja gorąco POLECAM!!! Zdaję sobie sprawę, że to nie jest film dla wszystkich i może się on nie podobać. Jednak zachęcam, choćby dlatego, żeby zobaczyć, że filmy można też robić inaczej.
Ps. Polecam obejrzeć plakaty jakie powstały do filmu , ale po seansie!