Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rower. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 września 2013

poniedziałek, 9 września 2013

Małe podsumowanie.

Przychodzi taki czas, że się człowiek chce pochwalić swoimi postępami i efektami pracy w które włożył wiele wysiłku :)
Kiedy postanowiłam "coś" ze sobą zrobić i zaczęłam chodzić na siłownię był grudzień 2012. Początkowo nie schodziłam z areobów, a jak już to na maszyny do "robienia nóg". Niedługo później trafiłam na Ewe Chodakowską i Mel B z którymi codziennie ćwiczyłam. Regularnie chyba jakieś 3 miesiące. Trochę mi zabrało aby przekonać się do wolnych ciężarów i szczerze nie wiem czy to był marzec czy kwiecień kiedy areoby oraz "panie motywatorki" porzuciłam na rzecz hantli, sztangi itp. Późno, ale lepiej później niż wcale. Okres "zimny" to też regularne granie w squasha. Tylko czekać aż pogoda sprawi, że chłód poniesie na kort. W lutym do siłowni doszła joga, coś co jest moim głównym zajęciem, obowiązkowo 2 razy w tyg, zdarza się częściej.  Teraz kiedy mam 2 tyg przerwę (oby nie dłuższą) spowodowaną trudnością z dotarciem na zajęcia, gdyż praca mi to utrudnia codziennie krwawi moje serce :( Kolejno w kwietniu a może już maju wsiadłam na rower. Najchętniej bym z niego nie schodziła ale czasami trzeba. A w czerwcu bieganie. Przy tym wszystkim zdrowe, racjonalne i obfite posiłki. To wszystko sprawiło, że od grudnia moje ciało zmieniło się diametralnie. Zgubiłam zbędny tłuszcz (choć uporczywie trzyma się w rejonie pośladków ale to już chyba taka moja uroda) i zaznaczyłam ładnie mięśnie. Zaczynając przygodę ze sportem nie planowałam się rzeźbić, nawet nie planowałam znacząco chudnąć. Celem było poprawienie zdrowia, kondycji i ujędrnienie ciała. Aktualnie chudnąć już nie chce za to wkładam sporo pracy aby ładnie wyrzeźbić mięśnie, co sprawi podniesienie wagi. Chcę zamienić tłuszcz na mięśnie. Trochę sobie utrudniłam sprawę przez rower i bieganie bo spala to sporo kalorii, dlatego staram się temu zapobiegać stosując suplementy.
Tak w skrócie wygląda ostatnio moje życie, zdecydowanie lepsze niż przed rozpoczęciem tego wszystkiego. Nie tylko fizycznie jest lepiej ale i psychicznie :) Polecam! To podnosi jakoś życia :D

a teraz efekty :)

Waga - 68kg -> teraz 61kg - liczę na 63kg kiedy "przypakuję"
A w obwodach średnio po - 5cm (niestety cycki też maleją ;))

Grudzień 2012



Luty 2013


Maj 2013



Sierpień 2013



Wrzesień 2013





Ku motywacji!

czwartek, 5 września 2013

"Kocham swój rower" czyli pierwsza SETKA zaliczona

Na samą myśl, że idzie wrzesień i sezon letni dobiega końca, a pogoda też coś zapowiada rychły początek jesieni (oby splatała figla i z latem dłużej trzymała) robi mi się smutno. Poranki zimne, wieczory również i wiatr nabrał na sile, niestety daje znak o tym, że na wycieczki rowerowe zostaje coraz mniej czasu. Tymczasem moje Dziecko (tak, zdecydowanie nim jest) wyposażam w różne gadżety, a siebie w profesjonalne odzienie  :) 

Trochę czasu już minęło od wyprawy, która spowodowała, że chce więcej i więcej i więcej.

Pierwsza setka zaliczona - choć nic na to nie wskazywało :D
trasa ułożyła się tak, że przypomina głowę.. z jednym włosem ;)
"Ma tyle włosów co ja" - rzekł mój towarzysz ;)


Czas marniutki ale to nie on było tu piorytetem, z resztą "autopauza" nie zawsze działa, niestety ;) Trasa w Parku Krajobrazowym to coś co będę wspominać długo i wiele razy mam nadzieję tam wracać. Podjazdy i zjazdy jakie sobie zafundowaliśmy sprawiają, że piórka rosną, a satysfakcja jest tak ogromna, że w nocy śniły się historie rowerowe (a może to ze zmęczenia :P ). Dumna jestem z siebie bardzo i  tylko czekam na wolny dzień i ładną pogodę i wyruszam w trasę, mam nadzieję równie długą :)

niedziela, 18 sierpnia 2013

Nowy zakup -> UNIBIKE


Co kobiety lubią najbardziej? Podobno zakupy. Moje ostatnie zakupy uradowały mnie po stokroć :) Przedstawiam mój najnowszy i największy obecnie SKARB..... UNIBIKE !!!



Przyszedł czas, że mojego górala kupionego kilka lat temu i szybko zużywającego się pasowało zamienić na dobry sprzęt. Uparłam się i kupiłam :) Przeszczęśliwa jestem!

Wyniki od razu się poprawiły bo rowerek nie pożera mojej energii na tylni amortyzator i grube opony, jest też lżejszy, do tego większe koła i sprawny napęd daje swoje.

Przyszedł czas na doposażenie go! Od teraz moje zakupy to nie bluzki, spodnie, sukienki tylko gadżety rowerowe :D

KU RADOŚCI

czwartek, 25 lipca 2013

Zabierzów Bocheński - odskocznia od rzeczywistości

Kiedy dostałam zaproszenie na grilla od znajomego do jego "nowego domu" za granicami Krakowa w okolicach Puszczy Niepołomickiej, ucieszyłam się jako, że przydałaby się w końcu odskocznia od intensywnego życia. Dodatkowo jak się dowiedziałam w dniu imprezy czekała mnie tygodniowa delegacja do Sosnowca (czemu akurat tam?!). Dzisiaj (po powrocie do szarej rzeczywistości) okazało się, że grillowanie było równie intensywne jak cały mój tydzień ;) czyli dużo się działo i mocno umęczona wróciłam do domu ale jakże wypoczęta ;) Pozytywne zmęczenie!

Ale od początku.

Nie mogłam nie skorzystać z rewelacyjnych warunków rowerowych na trasie do Zabierzowa Bocheńskiego więc z wielką radością wybrałam się tam na rowerze - 30 km - idealne (co prawda z przystankiem na 5h pracy).  Kiedy wjechałam w Puszczę Niepołomicka "banan" na buzi pojawił się od razu i miałam ochotę wszystkich informować jak zajebiście tam jest :D asfaltowa trasa wśród drzew, momentami bita, kamienista aby dupa poczuła że się jedzie. Choć wiedziałam, że Puszcza jest cudnym miejscem to nie miałam okazji nigdy jeździć po niej na rowerze, a jest gdzie!!




Pogoda idealna, trasa mega pozytywna, ciasto na tę okazję wyszło przepyszne, nawet wiadomość o Sosnowcu nie zrobiła na mnie wrażenia więc ten wypad musiał być udany.

Zajechałam pod dom, pod który idealnie doprowadził mnie GPS i przywitała mnie rodzina Gospodarza bo On nie dojechał jeszcze (zapowiedziałam się, że będę wcześniej), długo nie usiedziałam bo okolice tamtejsze tak mnie oczarowały, że wybrałam się na spacer i małe zakupy. Był chill w pszenicy z piwkiem w ręku, krótkie opalanko i powrót aby pomóc Gospodarzowi w przygotowaniach. Goście zaczęli się zjeżdżać więc i atrakcji przybywało. Kiedy wie się, że wśród gości będą tylko 2 osoby, które się zna to wiadomo, że będzie zabawnie. Mogłam się spodziewać, też tego, że pierwsze poznane osoby, będą mi towarzyszyć do końca wieczora... hmm do końca wypadu. Tym bardziej, żeśmy się dogadywali ;)





Grillowanie... im więcej gości, im więcej alkoholu tym więcej wygłupów i jeszcze większy luz.

Atrakcji wieczoru nie brakowało, a wszystkie bardzo spontaniczne. Wiadomo był GRYL i ALKO. A po za tym:



- tworzenie pochodni "antykomarowej" z tego co pod ręką - działała!
- zdarzyło się nawet lanie woskiem, co ciekawe w wosku zatopiony był komar. fuuu

"antykomarowa" świeczka na ziemi i komar w wosku 
- zabawy z piłką - "głupia Małgosia" i "gdzie jest piłka" (choć w tym przypadku byłam jedyną, która chciała w to grać). Wszystko pięknie, tylko buty brudne.
- "spacer farmera" - nocne poszukiwanie zagubionego kolegi wśród pól, oświetlając sobie drogę świeczką (kolega Kamil pod koniec drogi nie wytrzymał presji  i świeczkę ową zgasił) i drinkiem w ręku (na 3 osoby to mało). Wycieczka ta miała wiele ciekawych momentów np. "wykopki" - nieudane bo ziemniaków jeszcze nie ma ;) opowieści o miejscowym, który atakuje samotnie spacerujące dziewczęta i tnie im ubrania, czy też o psach puszczanych luzem nocą przez tubylców, a nawet oglądanie sztucznych ogni, które tego dnia puszczane były w Wieliczce z okazji "Dni Wieliczki" lub coś w ten deseń.
Cholera tylko  stopy brudne, mokre, zmarznięte bo się w japonkach wybrałam.
- oglądanie gwiazd - nawet trafiały się spadające
- leżakowanie
- ciekawą atrakcją był fakt, że była łazienka ale nie było wody ;)
- "nocne rozmowy" - tylko najwytrwalsi przegadali, uśmiali się i nie spali tamtejszej nocy. Załapując się na uroczy wschód słońca :) Wiadomo kto. Tyle, że później nie mogliśmy uczestniczyć w rozmowach "co mi się sniło?
- opalanie też było - od 7:30 co niektórzy
- wypad nad zalew, gdzie wejście kosztowało 8zł dla przyjezdnych (o zgrozo!)
- granie w "sabotażystę"
- bigos był
- miały być tańce ale wieś nie była zachwycona, że o 2 w nocy rozchodziły się dźwięki z Radia RMF FM
- leniuchowanie w promieniach słońca, bo opalaniem ciężko to nazwać ;)
- powrót "pedalarzy"  do domu - po genialnym weekendzie aczkolwiek męczącym - był o dziwo bardzo przyjemny :) (w drodze powrotnej wracałam z nowo poznanymi osobami, którzy również wybrali się na rowerach, z czego jedna z nich toż to zawodowiec jeśli chodzi o rowery. Propsy wielkie dla tego Pana. Inspirujący i motywujący Gość.)
- arbuz, ciastka kokosowe ale tak fajne, że ja która za kokosem nie przepada zjadłam ze smakiem (a może głodna byłam)
- wiatr wiał też ;) po naszych nagich rozgrzanych ciałach, że momentami było zimno
- bocianów taka ilość, że ciężko zliczyć. Myślę, że sporo dzieci się uzbiera wśród przybyłych gości
- maki - ciężko teraz spotkać maki, przynajmniej w mieście. Pamiętam jak za dzieciaka zrywało się przekwitnięte maki i się je zjadało, albo pączki się rozrywało, żeby szybciej pojawiły się płatki :) Teraz maki spotkać można chyba tylko blisko pół, a szkoda bo to ładny "kwiatek"



- choć nie był okazałych rozmiarów widziałam też z bliska kombajn :) może jakby bardziej słońce przyświeciło i wypity byłby nie jeden "Książęcy" a dwa to bym się wprosiła, bo myśl taka była.

tutaj z daleka - tak to ta czerwona kropka
- jeszcze zmierzch


i wchód



...a no i genialne niebo całe 2 dni



Podsumowując weekend marzenie. Wcale nie trzeba jechać "niewiadomogdzie" aby się świetnie bawić i wyluzować. Wystarczy dobre towarzystwo, humor i przyjemna okolica. 

sobota, 27 kwietnia 2013

Rower - nie taki zły jak się mi wydawało

Największa przeciwniczka rowerów się zakochała! Zakochała w swoim zakurzonym, znienawidzonym góralu, kupionym, aby "jeździć do pracy". Rower górski, co prawda nie jest stworzony do jazdy po ulicy, no ale była okazja to się kupiło za półdarmo. Biedak długo czekał na swoje 5 minut. Co najwyżej wykorzystywany był, aby "jeździć do sklepu" - 200m dalej. Po kilku latach, czekania aż Izuni się zachcę korzystać z jego przeznaczenia, nastało wielkie święto. Izunia dała się na mówić na wycieczkę rowerową. Z przerażeniem i rozpaczą myślała o tym wydarzeniu. W głowie pojawiały się myśli typu: "A jak umrę, na nim, bo oddechu nie złapie?", "a co będzie, jeśli mi uda eksplodują?", "przecież przez tydzień nie usiądę na tyłku" itp, itd. Jakież było moje zdziwienie, kiedy z wielka przyjemnością, satysfakcją, radością i górą pozytywnych emocji pokonałam tego dnia 40 km :D cieszyłam się jak głupia :) totalnie zmęczona ale bardzo szczęśliwa postanowiłam na rower wsiadać nie tylko "od święta.


Od tego dnia rower mym przyjacielem jest!



Sezon rowerowy 2013 rozpoczęty!


zmęczenie na twarzy się maluje


jedne z wielu pamiątek wycieczki :)