Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 maja 2014

Cece wypadanie włosów

Maj to chyba ostatni moment aby wzmocnić swoje włosy po zimie i przygotować je na ciężkie lato. Pewnie nie jedna z nas zobaczyła w ostatnim czasie więcej włosów na szczotce,  poduszce i w wannie. Zapewne spowodowane jest to zmianą pory roku. Po okresie czapkowym, niskich temperatur oraz spadkiem witamin i minerałów w organizmie nasze włosy w okresie wiosenny lubią płatać figle i nas nie milo zaskoczyć.
Wypadanie włosów spowodowane jest również innymi czynnikami i nie zawsze ma to charakter okresowy.
Zła dieta, stres, zmęczenie, zanieczyszczenie środowiska oraz intensywna stylizacja włosów również nie działa na nie korzystnie.
W związku z tym aby nasze włosy wzmocnić, pobudzić do wzrostu, zregenerować i dodać im blasku polecam serie PREVENT HAIR LOSS marki CECE of Sweden.

www.stopwypadaniu.pl

Seria PREVENT składa się z 3 poziomów wsparcia

Poziom 1 - Organizm

Działy na organizm od środka za pomocą suplementu diety HAIR COMPLEX


Zaleca się stosować przynajmniej przez 3 miesiące

Poziom 2 - Skóra głowy i mieszek włosowy

Ampułki do skóry głowy  oraz lotion.


Ampułki to mocne uderzenie na skórę głowy mające na celu zahamowanie wypadania włosów oraz stymulacje porostu nowych. Pierwsze efekty widoczne już po 30 dniach ale najlepszy efekt po 3 miesięcznej kuracji. Lotion ma na celu podtrzymanie kuracji i utrwalenie efektów po pierwszych etapach.

Poziom 3 - Szampon i odzywka do codziennego stosowania


Więcej informacji na stronie stopwypadaniu.pl

A jak moja ocena serii?
Tak zwane "baby hair" widoczne już po miesiącu stosowania ampułek - to akurat ocena dwóch osób które ampułki używały.
Ja nie miałam dużego problemu z wypadającymi włosami. Raczej standardowy jak po zimie. Stosuje szampon (na zmianę z Color Save), który zahamował wypadanie i włosy są mocniejsze. Aktualnie jestem na "proszkach" i liczę, że taka kuracja do lata przygotuje moje włosy na 5+.

poniedziałek, 5 maja 2014

Podnad rok z jogą

W lutym ubiegłego roku rozpoczęła się moja przygoda z jogą (można rzecz ponowna, gdyż pierwsza próba skończyła się szybko ale to z głupoty mej)  i już teraz śmiało mogę powiedzieć, że tym razem szybko się nie skończy. Uważam, że praktykowanie jogi to jeden z lepszych wyborów w moim życiu (jak i ogólnie powrót do aktywności fizycznej), który widzę jak plusuje w moim życiu. 

Wspaniale jest mieć pasję w życiu a joga staje się nią dla mnie. 

Co ma takiego w sobie joga, że jest dla mnie taka ważna? 
Na to pytanie nie da się krótko i konkretnie odpowiedzieć.

Kiedy zaczynałam, nie miałam specjalnego powodu aby zaczynać praktykować jogę. Jak większość uważałam ja za nudną. Przekonał mnie przyjaciel (którego wysłał tam lekarz ortopeda) mówiąc, że po pierwsze nie jest nudna, po drugie już po miesiącu widzi różnice i po trzecie, że jest niesamowicie intrygująca. Co jest takiego intrygującego w jodze, pomyślałam. Szybko zaczęłam szukać szkoły i tak trafiłam na Sadhane. Ukończyłam dwu miesięczny kurs po którym byłam nią zachwycona ale okoliczności i styl życia w ówczesnym czasie spowodował, że miałam inne piorytety. Po kursie do jogi nie wróciłam. Z perspektywy czasu uważam to za mega głuptę ale trudno. Po ok roku wróciłam do Sadhany.

Od lutego 2013 roku nie wyobrażam sobie nie praktykować jogi. Za cel obrałam sobie ukończenie kursu nauczycielskiego co oznacza jeszcze długą drogę. Sam kurs trwa 3 lata, a mi, abym mogła na niego się w ogóle zapisać brakuje 2 lat regularnej praktyki. 

No, dobra ale co jest takiego w jodze? 

Znam osoby, które na jodze były parę razy i się w niej nie rozkochały. Po kursie może 1/3 albo i mniej kontynuuje praktykę. Na zajęciach spotyka się raczej te same osoby z domieszką nowych twarzy.
Ktoś by pomyślał, że raczej marny argument "za". Może kiepski ale nie każdy sport jest dla każdego. Wszystkiego trzeba próbować bo, a nóż trafi się na coś co się tak bardzo polubi, że będzie częścią naszego życia. 

Do sedna. Co mi dala joga?

Nie wiem jak i od czego zacząć więc może wyjść mały chaos.
Przede wszystkim dużo lepszą sprawność fizyczną, która objawia się lepszym rozciągnięciem mięśni, ścięgien/ciała, gibkością, kontrolą i panowaniem nad ciałem, siłą, lepszą równowagą. Te wszystkie czynniki mają niesamowity wpływ na moje poczynania na siłowni. Jestem w stanie lepiej wykonywać ćwiczenia technicznie no i moje mięśnie są w dobrej kondycji po przez regularne rozciąganie. Od czasu kiedy praktykuje joge nie bolał mnie kręgosłup (no chyba że były to zakwasy po siłowni) a wcześniej się to zdarzało choćby przez skoliozę. Bóle głowy też jakby minęły, a potrafiły trzymać nawet i parę dni. Od tego czasu znacznie poprawiła się moja postawa. Zawsze mama krawcowa szyjąc mi kolejna kieckę poprawiała mnie, ponieważ mój prawy bark wędrował w dół, a ostatnio powiedziała "może zapytasz na tej jodze o kolana swoje bo z barkiem widzę, że już znacznie lepiej." [Jeśli chodzi o kolana, mam po prostu krzywe nogi spowodwane tak zwanymi "szpotawymi kolanami"]

Ufff dla mnie to już sporo plusów

Hmm warto dodać, że na jogę może chodzić każdy, nawet ten który ma problemy zdrowotne, wady postawy i inne rzeczy które nie pozwalają mu uprawiać sportu. Wystarczy przed zajęciami zgłosić taką sprawę nauczycielowi a ten dostosuję ćwiczenia do nas.

Co jeszcze? 

Samopoczucie jest lepsze, tak jakby życie i problemy stają się lżejsze. Wiele rzeczy zostawiamy za sobą i postrzegamy nasze otoczenie z dużo większą pogodą ducha. Po prostu czujemy się lepsi we własnym ciele, dostrzegamy jak wiele możemy, jak silni jesteśmy. Zapewne jest to spowodowane postępami w praktyce i endorfinami, a może ta joga, oddech i medytacje faktycznie coś w sobie mają.

No i co bardzo ważne, szkoła do której trafiłam jest profesjonalna, ma rewelacyjnych nauczycieli, miłych i sympatycznych uczniów, do tego ciepła i fajna atmosfera, że chce się tam wracać.

Wszystkich niezdecydowanych gorąco zachęcam na kurs w Sadhanie, bo wierze, że się do jogi przekonacie. Nowy kurs wystartował dzisiaj (5.05.2014) i zapewne są jeszcze miejsca.
A później na praktykę do Tomusia :)

NAMASTE



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

me and my bike



 


 



Placuszki z serka wiejskiego

Poszukując na moim ulubionym kulinarnym blogu MIRABELKOWY BLOG inspiracji na drugie śniadanie trafiłam na przepis na placuszki z serka wiejskiego.
Z racji małej ilości składników i szybkiego wykonania od razu zabrałam się do roboty i wyszło... BARDZO SMACZNIE.



PLACUSZKI Z SERKA WIEJSKIEGO
(na 2 porcje)
2 jajka,
2 czubate łyżki serka wiejskiego,
2 łyżki mąki,
1,5 łyżeczki cukru,
1 łyżeczka cukru wanilinowego,
1 łyżka stopionego masła,
szczypta soli,
olej do smażenia

Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Żółtka wymieszać z cukrem, cukrem wanilinowym, serkiem wiejskim oraz stopionym masłem. Dodać do piany i delikatnie wymieszać. Na koniec dodać mąkę i jeszcze raz delikatnie wymieszać.
Na patelni rozgrzać niewielką ilość oleju. Nakładać łyżką placuszki. Smażyć z obu stron na niedużym ogniu, aż będą rumiane z obu stron.
Podawać na ciepło z dowolnymi dodatkami.

 





czwartek, 3 kwietnia 2014

Peanut Butter

Co zrobić ze słoikiem masła orzechowego, które stoi i czeka? Chleba nie jadam prawie wcale więc kanapki odpadają, co zatem?
Może Ameryki nie odkryłam ale szybkie śniadanie z masłem orzechowym w postaci owsianki i kaszy jaglanej to jest to!


Owsianka Peanut Butter

1/3 szklanki płatków owsianych
ok 1/5 szklanki wody
2 łyżki śmietany 18%
łyżka masła orzechowego


Płatki ugotować na wodzie, dodać śmietanę i masło dobrze wymieszać i GOTOWE! :)


A zamiast owsianeczki można użyć kaszę jaglaną!

 
Pyszności!

czwartek, 26 września 2013

To co się kocha, potrafi zrobić krzywdę..

No i jestem uziemiona :( Złamanie kłykcia łokciowego bez przemieszczenia! sic! a myślałam, że jestem niezniszczalna... że mnie to nie spotka... i się grubo myliłam...


Jazda na rowerze w deszczowe dni jest niebezpieczna zwłaszcza po torach :(


W poniedziałek operacja... abym mogła zrzucić szynę... i rękę mieć w miarę sprawną  i szybciej wróciła do zdrowia... gipsu nie będzie..Uff
 
Mocne przygnębienie towarzyszy mi od poniedziałku. Przerwa, zapewne długa, od  jogi, siłowni, roweru i biegania :((( nie mówiąc jak wiele rzeczy mi to pokomplikowało :(


Pocieszam się, że mam rewelacyjnego lekarza :)))


tymczasem trenuję rękę lewą


czwartek, 12 września 2013

Omlet szpinakowy z fetą i płatkami owsianymi / spinach omelette

Nie bardzo wiedziałam co zrobić ze szpinakiem z fetą, który pozostał mi po ostatnich makaronowych wariacjach. Trochę szkoda było mi go wyrzucać a niestety w domostwie mym szpinak nie cieszy się popularnością więc tylko ja go mogłam zjeść. 
Dzisiaj wymyśliłam! Nie bardzo wiedziałam co z tego będzie bo takiego czegoś jeszcze nie robiłam. Przedstawiam Państwu


 OMLET SZPINAKOWY!

Przepis:
Szpinak z fetą / spinach with feta 
2 jajka / 2 eggs
2 łyżki płatków owsianych / 2 spoons oatmeal

Wszystko razem mieszamy, wlewamy na patelnie z roztopionym masłem i na małym ogniu smażymy. Jako że wyzwaniem było odwrócenie go, wsadziłam patelnie do piekarnika i podpiekłam od góry.  Ja już omletu nie doprawiałam niczym, gdyż szpinak miałam gotowy i on dał cały smak.
Pyszności!

Mix everything together, pour into the pan with melted butter and fry over low heat. Delicacies!




poniedziałek, 9 września 2013

Małe podsumowanie.

Przychodzi taki czas, że się człowiek chce pochwalić swoimi postępami i efektami pracy w które włożył wiele wysiłku :)
Kiedy postanowiłam "coś" ze sobą zrobić i zaczęłam chodzić na siłownię był grudzień 2012. Początkowo nie schodziłam z areobów, a jak już to na maszyny do "robienia nóg". Niedługo później trafiłam na Ewe Chodakowską i Mel B z którymi codziennie ćwiczyłam. Regularnie chyba jakieś 3 miesiące. Trochę mi zabrało aby przekonać się do wolnych ciężarów i szczerze nie wiem czy to był marzec czy kwiecień kiedy areoby oraz "panie motywatorki" porzuciłam na rzecz hantli, sztangi itp. Późno, ale lepiej później niż wcale. Okres "zimny" to też regularne granie w squasha. Tylko czekać aż pogoda sprawi, że chłód poniesie na kort. W lutym do siłowni doszła joga, coś co jest moim głównym zajęciem, obowiązkowo 2 razy w tyg, zdarza się częściej.  Teraz kiedy mam 2 tyg przerwę (oby nie dłuższą) spowodowaną trudnością z dotarciem na zajęcia, gdyż praca mi to utrudnia codziennie krwawi moje serce :( Kolejno w kwietniu a może już maju wsiadłam na rower. Najchętniej bym z niego nie schodziła ale czasami trzeba. A w czerwcu bieganie. Przy tym wszystkim zdrowe, racjonalne i obfite posiłki. To wszystko sprawiło, że od grudnia moje ciało zmieniło się diametralnie. Zgubiłam zbędny tłuszcz (choć uporczywie trzyma się w rejonie pośladków ale to już chyba taka moja uroda) i zaznaczyłam ładnie mięśnie. Zaczynając przygodę ze sportem nie planowałam się rzeźbić, nawet nie planowałam znacząco chudnąć. Celem było poprawienie zdrowia, kondycji i ujędrnienie ciała. Aktualnie chudnąć już nie chce za to wkładam sporo pracy aby ładnie wyrzeźbić mięśnie, co sprawi podniesienie wagi. Chcę zamienić tłuszcz na mięśnie. Trochę sobie utrudniłam sprawę przez rower i bieganie bo spala to sporo kalorii, dlatego staram się temu zapobiegać stosując suplementy.
Tak w skrócie wygląda ostatnio moje życie, zdecydowanie lepsze niż przed rozpoczęciem tego wszystkiego. Nie tylko fizycznie jest lepiej ale i psychicznie :) Polecam! To podnosi jakoś życia :D

a teraz efekty :)

Waga - 68kg -> teraz 61kg - liczę na 63kg kiedy "przypakuję"
A w obwodach średnio po - 5cm (niestety cycki też maleją ;))

Grudzień 2012



Luty 2013


Maj 2013



Sierpień 2013



Wrzesień 2013





Ku motywacji!

czwartek, 5 września 2013

"Kocham swój rower" czyli pierwsza SETKA zaliczona

Na samą myśl, że idzie wrzesień i sezon letni dobiega końca, a pogoda też coś zapowiada rychły początek jesieni (oby splatała figla i z latem dłużej trzymała) robi mi się smutno. Poranki zimne, wieczory również i wiatr nabrał na sile, niestety daje znak o tym, że na wycieczki rowerowe zostaje coraz mniej czasu. Tymczasem moje Dziecko (tak, zdecydowanie nim jest) wyposażam w różne gadżety, a siebie w profesjonalne odzienie  :) 

Trochę czasu już minęło od wyprawy, która spowodowała, że chce więcej i więcej i więcej.

Pierwsza setka zaliczona - choć nic na to nie wskazywało :D
trasa ułożyła się tak, że przypomina głowę.. z jednym włosem ;)
"Ma tyle włosów co ja" - rzekł mój towarzysz ;)


Czas marniutki ale to nie on było tu piorytetem, z resztą "autopauza" nie zawsze działa, niestety ;) Trasa w Parku Krajobrazowym to coś co będę wspominać długo i wiele razy mam nadzieję tam wracać. Podjazdy i zjazdy jakie sobie zafundowaliśmy sprawiają, że piórka rosną, a satysfakcja jest tak ogromna, że w nocy śniły się historie rowerowe (a może to ze zmęczenia :P ). Dumna jestem z siebie bardzo i  tylko czekam na wolny dzień i ładną pogodę i wyruszam w trasę, mam nadzieję równie długą :)

niedziela, 18 sierpnia 2013

Nowy zakup -> UNIBIKE


Co kobiety lubią najbardziej? Podobno zakupy. Moje ostatnie zakupy uradowały mnie po stokroć :) Przedstawiam mój najnowszy i największy obecnie SKARB..... UNIBIKE !!!



Przyszedł czas, że mojego górala kupionego kilka lat temu i szybko zużywającego się pasowało zamienić na dobry sprzęt. Uparłam się i kupiłam :) Przeszczęśliwa jestem!

Wyniki od razu się poprawiły bo rowerek nie pożera mojej energii na tylni amortyzator i grube opony, jest też lżejszy, do tego większe koła i sprawny napęd daje swoje.

Przyszedł czas na doposażenie go! Od teraz moje zakupy to nie bluzki, spodnie, sukienki tylko gadżety rowerowe :D

KU RADOŚCI

wtorek, 6 sierpnia 2013

Adidas Women's Response Cushion 21 - moje pierwsze prefesjonalne buty do biegania

Na wstępie proszę o wyrozumiałość, gdyż to moja pierwsza recenzja butów biegowych a jako, że jestem początkującym biegaczem nie wiem co i jak ;)

Przygodę z bieganiem rozpoczęłam niespełna 2 miesiące temu, a już mogę się pochwalić chyba całkiem niezłym wynikiem jak na nowicjuszkę 15km w 1h30'. Ściganie się z samą sobą tak mi się spodobało, że przyszedł czas na pierwsze profesjonalne buty do biegania. W dużej mierze było to podyktowane bólem kolan przy dystansach 10-15km. Buty w jakich dotychczas biegałam raczej do biegów na długie dystanse się nie nadają bo nie takie było ich przeznaczenie. 


Decydując się już na zakup, trzeba było wybrać też odpowiedni sklep. Z całym szacunkiem ale galeriowe sklepy Nike, Adidasa itp z miejsca odpadały bo obsługa jest tam mocno wątpliwa. Padło na sklepbiegacza.pl

Mój budżet niestety nie był imponujący ale chyba udało mi się kupić fajny but.


Posłużę się opisem znalezionym w sieci
"Przeznaczone dla stopy neutralnej i supinującej. Buty z legendarnej serii response, mające swoich fanów na całym świecie. producent informuje, że buty przeznaczone są dla osób o wadze lekkiej i dużej. My polecamy ten but osobom do 80 kg, ponieważ powyżej tej wagi amortyzacja może okazać się zbyt słaba. Pierwsze wrażenie po założeniu buta to lekkość i tzw. czucie mięśniowe, krótko mówiąc w butach czujemy podłoże po którym biegniemy, co nie zawsze ma miejsce w butach z dużą amotyzacją. Ma to znaczenie przy szybszych jednostkach treningowych oraz gdy biegamy po drodze szutrowej lub ubitej nawierzchni leśnej, gdzie ważna jest stabilizacja i pewność w stawianiu kolejnych kroków. Cholewka wykonana z przewiewnej siateczki dla lepszej wentylacji, wzmacniana meshowymi paskami. W przedniej części umieszczono syntetyczny element dla ochrony przed ostrymi krawędziami. Pianka EVA wraz z systemami adiPRENE oraz adiPRENE+ zapewni Tobie komfort oraz wygodę na biegowych szlakach. Buty kompatybilne z urządzeniem miCoach." Źródło

A jakie są moje odczucia??
Zależało mi na bucie z dobrą amortyzacją aby moje kolana nie były narażone na urazy jakie fundowałam im do tej pory. W sklepie usłyszałam, że taki przedział cenowy jaki wybrałam nie zapewni mi amortyzacji na najwyższym poziomie, no ale bankowo lepszą niż w tych co biegałam dotychczas ;) Wybór padł na Adidas Response Cushion 21. 

Pierwszy bieg w tych butach miał dystans 15km. Jak wrażenia? Fajny leciutki bucik, trzymający dobrze kostkę i stopę. Więcej luzu w palcach nie powodowało ich zgniatania a co za tym idzie odgnieceń.  Dzięki wyprofilowanej podeszwie miałam wrażenie, że nogi same mnie niosą, niestety po jakimś czasie znikło ;) (nie ma tak dobrze). Świetna wentylacja, o której nie ma mowy w moich starych Nike. A jak amortyzacja? Faktycznie czuję się, że pięta ma dobre podparcie, jak zresztą cała stopa ale ból kolan się pojawił, co mnie mocno zmartwiło. Wygooglowałam "ból w zew stronie kolan przy bieganiu" bo nie chciałam dopuścić myśli, że kupiłam kiepskie buty. Najprawdopodobniej dokucza mi "zespół pasma biodrowo-piszczelowego" (ITBS), który bardzo często występuję u początkowych biegaczy, którzy za szybko wydłużają swoje dystanse. Forsują  stawy, które nie są przygotowane do takiego obciążenia. JA idealnie się w to wpisuję. Po przeczytaniu kilku artykułów na ten temat uznałam, że przez najbliższe miesiące nie przekroczę 15km, choć już mi się dystans półmaratonu marzy sic!.

Jak się sprawują buty na dystansie bezbólowym? na 4km. Idealnie. Zero bólu, zero dyskomfortu, lekki fajny bieg. Tyle ze zdecydowanie poranne bieganie nie jest dla mnie :/

Dwa biegi to może za mało aby ocenić rzetelnie mój nabytek ale chyba jak na pierwsze "porządne" buty biegowe był to dobry wybór :)







Cena: przecenione z 399zł na 279zł :)

środa, 17 lipca 2013

Bieganie - przekraczając "granice"

Cudownym uczuciem jest zaskakiwać samą siebie. Przekraczać te cholerne "granice" , o których wokół mówią do znudzenia. Pokazać sobie, że się potrafi, że się da jeśli tylko się chce. 

Kiedy nastał mój wielki powrót do sportu, bieganie było pierwszą rzeczą przed którą się broniłam. Co najwyżej minuta biegu na bieżni i koniec, bo "ja nie jestem stworzona do biegania" (taaaa, tak jak i do roweru nie mam odpowiednich proporcji ciała ;P). Przez wiele miesięcy postępy były niewielkie wiec uznaje, że ich nie było. Wielkie dzień nastał 8.06.2013, wtedy założyłam buty i poszłam biegać w plener bez większego zaangażowania. Było to wielką porażką więc przejdę do kolejnej próby, którą uznaje za początek zmagań z bieganiem :P Pierwsze 3km w biegu w czasie 19:41s (nastały dopiero 12 dni po pierwszej próbie - wadziła pogoda) było dla mnie dużym sukcesem i zapalnikiem, aby dalej trenować i próbować. Dość szybko bo dwa dni później wystartowałam na 5km :) Zajęło mi to 32:49s. ahhh jaka byłam dumna z siebie :) Od tego czasu staram się upychać bieganie w swój już wystarczająco aktywny tydzień. 

Post o bieganiu miał nie powstać, przynajmniej nie tak szybko, bo nie ma się czym chwalić, 5 km w ponad pół godziny to jedynie satysfakcja dla mnie dla innych może nie być niczym nadzywczajnym. Okazja nastała wczoraj. Po 6 biegach jakie do tej pory zaliczyłam i najdłuższy dystans to 6km, wybrałam się bardzo spontanicznie na bieganie. Miało do niego nie dojść z kilku powodów. Środa miała być dniem regeneracji bo dawno jej nie było, buty do biegania rano wylądowały w praniu więc miały być mokre (nie były) oraz słaby dzień jeśli chodzi o posiłki w ciągu dnia, a przed samym biegiem nie będę jadła obiadu. Co z tego, przyszła myśl, buty wyschły to lecimy. Plan był 5km i do domu, jakimś cudem zrobiło się 10km :D :D :D W trakcie biegu zwyczajnie chciało się więcej i więcej, więc biegłam przed siebie, planując trasę na bieżąco ;) dzień był tak dobry i albo moje BCAA działa na organizm albo na podświadomość (w trasie, w chwilach słabości mówiłam sobie "aminokwasy, aminokwasy - dasz radę" ;)) Może gdyby nie ból w kolanach, który do dzisiaj trzyma byłoby więcej - > 10,66km w 1h06m48s uważam za wielki sukces!!!!!!!!!!!!! Jak się chce to się wszystko da! 


Super Dumna Iza

poniedziałek, 10 czerwca 2013

2 x CHALLENGE SQUAT + BURPEE

Ciąg dalszy "Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma". W przerwie od siłowni (niestety, ale jeszcze parę dni) szukam sobie zastępstwa. 
W sobotę rozpoczęłam ->


30 DAY SQUAT CHALLENGE

Utrudniłam sobie to wyzwanie nieco. Przysiady robię dwa razy w ciągu dnia. Dzień trzeci nie sprawił mi żadnych trudności :)

Dzisiaj do swojego planu dnia dodałam drugie wyzwanie. Znacznie gorsze niż przysiady. Przerośnie mnie ono już po paru dniach. Moje kochane BURPEE!!! 


Trzymam za siebie kciuki, zwłaszcza z Burpee. Podobno po 50 powtórzeniach jest łatwiej.. aaa.. o ile dotrwam :D Już widzę te łzy cieknące po policzkach :)

środa, 5 czerwca 2013

Wspinaczka po linie -> climbing the rope

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
Pierwsza próba wspinaczki po linie zaliczona! Potwornie nie udana. Totalne rozczarowanie. Słabość w rękach straszna.
Za to masa motywacji do pracy.  

Trening czyni mistrza!!!
5.06.2013 - czas start! 

Po ilu dniach wejdę na samą (niewysoką) gorę? 



czwartek, 28 marca 2013

Placek owsiany

Dzisiaj na urozmaicenia moich śniadań wypróbowałam przepis który znalazłam w Fitnesslandi.
To nic innego jak omlet, frittata zwał jak zwał ale z dodatkiem o jakim bym nie pomyślała wcześniej, tak więc zachęcam do wypróbowania





Placek owsiany

Składniki:
3 jajka
60g płatków owsianych
parówka (tak wiem fuj ;))
sól
smalec do smażenia

Przygotowanie: 
Jajka roztrzepujemy z płatkami, pokrojoną parówka i solą. Na patelni rozgrzewamy smalec i smażymy połączone składniki. Kiedy dół się zetnie, odwracamy. Następnie wykładamy na talerz i zjadamy :D 



Muszę się wytłumaczyć z tego niewdzięcznego składnika ;) Mam słabość do parówek od zawsze, przyzwyczajenie powoduje, że często sięgam po nie na półki sklepowe, zjem 2 z 5 i a później leżą w lodówce i czekają, czekają aż je ktoś zje. Muszę zaznaczyć, że jak już kupuję to wybieram te lepszej jakości. Przy robieniu tego przepisu stwierdziłam, że wykorzystam jedną, bo inaczej wyląduję w misce psa lub kota. Efekt był bardzo smaczny.



To danie ma ok 600 kcal (parówki są dość kaloryczne), to dużo jeśli jadamy 5 posiłków dziennie (dlatego następnym razem zamiast parówki, będzie chuda wędlinka), w sam raz jeśli kolejnym daniem będzie dopiero obiad. 
Przy mojej aktywności fizycznej powinnam zjadać 2000-2100kcal dziennie, to śniadanie to ok 28% mojego zapotrzebowania (powinno być 20-25%).


SZYBKO, SMACZNIE, SYTO, TANIO!! SMACZNEGO :)

środa, 20 marca 2013

Chleb pszenno - żytni na zakwasie z czarnuszką

Muszę się pochwalić wczorajszą zdobyczą.
Kupiłam w 100% naturalny chleb pszenno-żytni, robiony na zakwasie, pieczony w piecu - domowymi sposobami :) Chlebuś ten od dawna mnie kusił, ale jakoś do tej pory przechodziłam obok.. aż do wczoraj.




Cudo to kupiłam w szkole jogi do której uczęszczam (Szkoła Jogi Sadhana). Cały bochenek kosztuje 10 zł, niestety to dużo ale cena jest adekwatna do jakości.
Chleb jest przepyszny, chrupiąca ciemna skórka, miękki, elastyczny, jasny środek. Mniamii.... Jest on lekki, delikatny i bardzooo zdrowy.



 PLUSY

Pieczywo pszenno- żytnie zawiera dużo magnezu i witaminy B, co wpływa na pamięć i koncentrację
Pieczywo wypiekane na zakwasie chroni przed nowotworami, zawiera kwas mlekowy który poprawia pracę jelit. Zwiększa odporność.
Taki chleb mieszany, zawiera więcej błonnika, witamin i składników mineralnych niż pszenne pieczywo.

Oraz
Chleby wypiekane na zakwasie, zachowują długo swoją świeżość, więc wydatek 10zł nie zmusza nas do "szybkiego" skończenia bochenka, ani ususzenia chleba lub oddania ptaszkom. :) 

Smacznego!