Cudownym uczuciem jest zaskakiwać samą siebie. Przekraczać te cholerne "granice" , o których wokół mówią do znudzenia. Pokazać sobie, że się potrafi, że się da jeśli tylko się chce.
Kiedy nastał mój wielki powrót do sportu, bieganie było pierwszą rzeczą przed którą się broniłam. Co najwyżej minuta biegu na bieżni i koniec, bo "ja nie jestem stworzona do biegania" (taaaa, tak jak i do roweru nie mam odpowiednich proporcji ciała ;P). Przez wiele miesięcy postępy były niewielkie wiec uznaje, że ich nie było. Wielkie dzień nastał 8.06.2013, wtedy założyłam buty i poszłam biegać w plener bez większego zaangażowania. Było to wielką porażką więc przejdę do kolejnej próby, którą uznaje za początek zmagań z bieganiem :P Pierwsze 3km w biegu w czasie 19:41s (nastały dopiero 12 dni po pierwszej próbie - wadziła pogoda) było dla mnie dużym sukcesem i zapalnikiem, aby dalej trenować i próbować. Dość szybko bo dwa dni później wystartowałam na 5km :) Zajęło mi to 32:49s. ahhh jaka byłam dumna z siebie :) Od tego czasu staram się upychać bieganie w swój już wystarczająco aktywny tydzień.
Post o bieganiu miał nie powstać, przynajmniej nie tak szybko, bo nie ma się czym chwalić, 5 km w ponad pół godziny to jedynie satysfakcja dla mnie dla innych może nie być niczym nadzywczajnym. Okazja nastała wczoraj. Po 6 biegach jakie do tej pory zaliczyłam i najdłuższy dystans to 6km, wybrałam się bardzo spontanicznie na bieganie. Miało do niego nie dojść z kilku powodów. Środa miała być dniem regeneracji bo dawno jej nie było, buty do biegania rano wylądowały w praniu więc miały być mokre (nie były) oraz słaby dzień jeśli chodzi o posiłki w ciągu dnia, a przed samym biegiem nie będę jadła obiadu. Co z tego, przyszła myśl, buty wyschły to lecimy. Plan był 5km i do domu, jakimś cudem zrobiło się 10km :D :D :D W trakcie biegu zwyczajnie chciało się więcej i więcej, więc biegłam przed siebie, planując trasę na bieżąco ;) dzień był tak dobry i albo moje BCAA działa na organizm albo na podświadomość (w trasie, w chwilach słabości mówiłam sobie "aminokwasy, aminokwasy - dasz radę" ;)) Może gdyby nie ból w kolanach, który do dzisiaj trzyma byłoby więcej - > 10,66km w 1h06m48s uważam za wielki sukces!!!!!!!!!!!!! Jak się chce to się wszystko da!
Super Dumna Iza

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz