czwartek, 8 maja 2014

Cece wypadanie włosów

Maj to chyba ostatni moment aby wzmocnić swoje włosy po zimie i przygotować je na ciężkie lato. Pewnie nie jedna z nas zobaczyła w ostatnim czasie więcej włosów na szczotce,  poduszce i w wannie. Zapewne spowodowane jest to zmianą pory roku. Po okresie czapkowym, niskich temperatur oraz spadkiem witamin i minerałów w organizmie nasze włosy w okresie wiosenny lubią płatać figle i nas nie milo zaskoczyć.
Wypadanie włosów spowodowane jest również innymi czynnikami i nie zawsze ma to charakter okresowy.
Zła dieta, stres, zmęczenie, zanieczyszczenie środowiska oraz intensywna stylizacja włosów również nie działa na nie korzystnie.
W związku z tym aby nasze włosy wzmocnić, pobudzić do wzrostu, zregenerować i dodać im blasku polecam serie PREVENT HAIR LOSS marki CECE of Sweden.

www.stopwypadaniu.pl

Seria PREVENT składa się z 3 poziomów wsparcia

Poziom 1 - Organizm

Działy na organizm od środka za pomocą suplementu diety HAIR COMPLEX


Zaleca się stosować przynajmniej przez 3 miesiące

Poziom 2 - Skóra głowy i mieszek włosowy

Ampułki do skóry głowy  oraz lotion.


Ampułki to mocne uderzenie na skórę głowy mające na celu zahamowanie wypadania włosów oraz stymulacje porostu nowych. Pierwsze efekty widoczne już po 30 dniach ale najlepszy efekt po 3 miesięcznej kuracji. Lotion ma na celu podtrzymanie kuracji i utrwalenie efektów po pierwszych etapach.

Poziom 3 - Szampon i odzywka do codziennego stosowania


Więcej informacji na stronie stopwypadaniu.pl

A jak moja ocena serii?
Tak zwane "baby hair" widoczne już po miesiącu stosowania ampułek - to akurat ocena dwóch osób które ampułki używały.
Ja nie miałam dużego problemu z wypadającymi włosami. Raczej standardowy jak po zimie. Stosuje szampon (na zmianę z Color Save), który zahamował wypadanie i włosy są mocniejsze. Aktualnie jestem na "proszkach" i liczę, że taka kuracja do lata przygotuje moje włosy na 5+.

poniedziałek, 5 maja 2014

Podnad rok z jogą

W lutym ubiegłego roku rozpoczęła się moja przygoda z jogą (można rzecz ponowna, gdyż pierwsza próba skończyła się szybko ale to z głupoty mej)  i już teraz śmiało mogę powiedzieć, że tym razem szybko się nie skończy. Uważam, że praktykowanie jogi to jeden z lepszych wyborów w moim życiu (jak i ogólnie powrót do aktywności fizycznej), który widzę jak plusuje w moim życiu. 

Wspaniale jest mieć pasję w życiu a joga staje się nią dla mnie. 

Co ma takiego w sobie joga, że jest dla mnie taka ważna? 
Na to pytanie nie da się krótko i konkretnie odpowiedzieć.

Kiedy zaczynałam, nie miałam specjalnego powodu aby zaczynać praktykować jogę. Jak większość uważałam ja za nudną. Przekonał mnie przyjaciel (którego wysłał tam lekarz ortopeda) mówiąc, że po pierwsze nie jest nudna, po drugie już po miesiącu widzi różnice i po trzecie, że jest niesamowicie intrygująca. Co jest takiego intrygującego w jodze, pomyślałam. Szybko zaczęłam szukać szkoły i tak trafiłam na Sadhane. Ukończyłam dwu miesięczny kurs po którym byłam nią zachwycona ale okoliczności i styl życia w ówczesnym czasie spowodował, że miałam inne piorytety. Po kursie do jogi nie wróciłam. Z perspektywy czasu uważam to za mega głuptę ale trudno. Po ok roku wróciłam do Sadhany.

Od lutego 2013 roku nie wyobrażam sobie nie praktykować jogi. Za cel obrałam sobie ukończenie kursu nauczycielskiego co oznacza jeszcze długą drogę. Sam kurs trwa 3 lata, a mi, abym mogła na niego się w ogóle zapisać brakuje 2 lat regularnej praktyki. 

No, dobra ale co jest takiego w jodze? 

Znam osoby, które na jodze były parę razy i się w niej nie rozkochały. Po kursie może 1/3 albo i mniej kontynuuje praktykę. Na zajęciach spotyka się raczej te same osoby z domieszką nowych twarzy.
Ktoś by pomyślał, że raczej marny argument "za". Może kiepski ale nie każdy sport jest dla każdego. Wszystkiego trzeba próbować bo, a nóż trafi się na coś co się tak bardzo polubi, że będzie częścią naszego życia. 

Do sedna. Co mi dala joga?

Nie wiem jak i od czego zacząć więc może wyjść mały chaos.
Przede wszystkim dużo lepszą sprawność fizyczną, która objawia się lepszym rozciągnięciem mięśni, ścięgien/ciała, gibkością, kontrolą i panowaniem nad ciałem, siłą, lepszą równowagą. Te wszystkie czynniki mają niesamowity wpływ na moje poczynania na siłowni. Jestem w stanie lepiej wykonywać ćwiczenia technicznie no i moje mięśnie są w dobrej kondycji po przez regularne rozciąganie. Od czasu kiedy praktykuje joge nie bolał mnie kręgosłup (no chyba że były to zakwasy po siłowni) a wcześniej się to zdarzało choćby przez skoliozę. Bóle głowy też jakby minęły, a potrafiły trzymać nawet i parę dni. Od tego czasu znacznie poprawiła się moja postawa. Zawsze mama krawcowa szyjąc mi kolejna kieckę poprawiała mnie, ponieważ mój prawy bark wędrował w dół, a ostatnio powiedziała "może zapytasz na tej jodze o kolana swoje bo z barkiem widzę, że już znacznie lepiej." [Jeśli chodzi o kolana, mam po prostu krzywe nogi spowodwane tak zwanymi "szpotawymi kolanami"]

Ufff dla mnie to już sporo plusów

Hmm warto dodać, że na jogę może chodzić każdy, nawet ten który ma problemy zdrowotne, wady postawy i inne rzeczy które nie pozwalają mu uprawiać sportu. Wystarczy przed zajęciami zgłosić taką sprawę nauczycielowi a ten dostosuję ćwiczenia do nas.

Co jeszcze? 

Samopoczucie jest lepsze, tak jakby życie i problemy stają się lżejsze. Wiele rzeczy zostawiamy za sobą i postrzegamy nasze otoczenie z dużo większą pogodą ducha. Po prostu czujemy się lepsi we własnym ciele, dostrzegamy jak wiele możemy, jak silni jesteśmy. Zapewne jest to spowodowane postępami w praktyce i endorfinami, a może ta joga, oddech i medytacje faktycznie coś w sobie mają.

No i co bardzo ważne, szkoła do której trafiłam jest profesjonalna, ma rewelacyjnych nauczycieli, miłych i sympatycznych uczniów, do tego ciepła i fajna atmosfera, że chce się tam wracać.

Wszystkich niezdecydowanych gorąco zachęcam na kurs w Sadhanie, bo wierze, że się do jogi przekonacie. Nowy kurs wystartował dzisiaj (5.05.2014) i zapewne są jeszcze miejsca.
A później na praktykę do Tomusia :)

NAMASTE



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

me and my bike



 


 



Placuszki z serka wiejskiego

Poszukując na moim ulubionym kulinarnym blogu MIRABELKOWY BLOG inspiracji na drugie śniadanie trafiłam na przepis na placuszki z serka wiejskiego.
Z racji małej ilości składników i szybkiego wykonania od razu zabrałam się do roboty i wyszło... BARDZO SMACZNIE.



PLACUSZKI Z SERKA WIEJSKIEGO
(na 2 porcje)
2 jajka,
2 czubate łyżki serka wiejskiego,
2 łyżki mąki,
1,5 łyżeczki cukru,
1 łyżeczka cukru wanilinowego,
1 łyżka stopionego masła,
szczypta soli,
olej do smażenia

Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Żółtka wymieszać z cukrem, cukrem wanilinowym, serkiem wiejskim oraz stopionym masłem. Dodać do piany i delikatnie wymieszać. Na koniec dodać mąkę i jeszcze raz delikatnie wymieszać.
Na patelni rozgrzać niewielką ilość oleju. Nakładać łyżką placuszki. Smażyć z obu stron na niedużym ogniu, aż będą rumiane z obu stron.
Podawać na ciepło z dowolnymi dodatkami.

 





czwartek, 3 kwietnia 2014

Peanut Butter

Co zrobić ze słoikiem masła orzechowego, które stoi i czeka? Chleba nie jadam prawie wcale więc kanapki odpadają, co zatem?
Może Ameryki nie odkryłam ale szybkie śniadanie z masłem orzechowym w postaci owsianki i kaszy jaglanej to jest to!


Owsianka Peanut Butter

1/3 szklanki płatków owsianych
ok 1/5 szklanki wody
2 łyżki śmietany 18%
łyżka masła orzechowego


Płatki ugotować na wodzie, dodać śmietanę i masło dobrze wymieszać i GOTOWE! :)


A zamiast owsianeczki można użyć kaszę jaglaną!

 
Pyszności!

czwartek, 27 lutego 2014

Druty w łokciu - jak trudno wrócić po kontuzji do 100% treningów

Nie wiem jaką decyzje bym podjęła po raz drugi. Pewnie tą samą ale drutowanie łokcia okazuje się nie być do końca dobrym rozwiązaniem. Z jeden strony nie nosi się uciążliwego gipsu i nie ma się długiej rehabilitacji a z drugiej po 4 miesiącach nie ma się problemu z boląca ręka i przemieszczającymi się drutami. Z niecierpliwością czekam na telefon od lekarza, który powie mi "Pani Izabelo wyciągamy druty". Umowny termin mam na marzec, a on już prawie się zaczyna. Oby to był początek marca bo już mam dość zaciskania zębów kiedy obciążam rękę w trakcie ćwiczeń. 
Chce już robić wszystkie asany jak należy! 
Chce zwiększać obciążenie w dni treningowe górnych partii ciała! 
Choć funkcjonuje na co dzień tak jak przed złamaniem, to ćwiczenia już bywają wyzwaniem. Mam wrażenie że nie daje z siebie 100% co często bywa bardzo irytujące.

Jak dobrze, że lubię ćwiczyć nogi... Legs day!


wtorek, 25 lutego 2014

Cece of Sweden - czyli dbamy o włosy

Zostałam ambasadorką firmy Cece of Sweden w związku z tym trochę w innym temacie dzisiaj.


Pielęgnacja włosów!

"Cece of Sweden to marka profesjonalnych produktów do włosów. Skrót cece wywodzi się od słów "creative coiffure" (kreatywne fryzjerstwo), natomiast „Sweden” w nazwie wiąże się ze szwedzką recepturą i technologią produkcji. Kosmetyki Cece trafiły na rynek polski w 1995 roku."

Produkty tej marki od razu przypadły mi do gustu, jeszcze za nim  je przetestowała, a to dlatego, że prezentują się bardzo zachęcająco. Minimalistyczne opakowanie, wygodne butelki i spory wybór serii do pielęgnacji włosów. 

CECE posiada 4 linie produktów MED, CARE, SALON i ARGAN

MED - produkty do pielęgnacji włosów z problemami.
 + Włosy tłuste
 + Włosy z łupieżem
 + Przeciw wypadaniu włosów
 + Wrażliwa skóra głosy
 + Włosy suche

CARE - produkty ochronne
 + Color Save
 + Cold Blondies
 + Hot Brunettes
 + Volume

SALON - szampony, odżywki i maski do codziennego stosowania
 + Algi
 + Czereśnia
 + Kokos
 + Makadamia

ARGAN - produkty do pielęgnacji na bazie olejku arganowego

Pierwsze testy za mną ale to w kolejnym odcinku

sobota, 15 lutego 2014

Zdobimy się ... ;)

Choć spodziewałam się, że kolejna ozdoba pojawi się na moim ciele to nie sądziłam, że tak szybko. Jest już ze mną blisko 2 tygodnie :)







Zainspirowane jedną z moich ukochanych historii.. Cudownym filmem opartym na kultowej bajce "Where the Wild Things Are"



Film do którego często wracam!

Gdyby ktoś kiedyś trafił na ta cudowną książkę KUPCIE MI JĄ!!!

czwartek, 30 stycznia 2014

Czyżby bieganie nie było dla mnie?

Mówiłam sobie "do trzech razy sztuka". Niestety i za trzecim razem się nie udało. Kiedy złamanie ręki wyeliminowało mnie z zawodów "Biegu trzech kopców", powiedziałam sobie, że najbliższy bieg jest MÓJ. Tym najbliższym był "Bieg Sylwestrowy". Zapisałam się na dystans 10km, opłaciłam opłatę startową i od początku grudnia zaczęłam łapać formę. Było ciężko ale do przodu. Mimo wszystko przepisałam się na 5km bo organizm podpowiadał mi, że to jeszcze nie pora no i ta pogoda nie do końca zachęcała. W między czasie pojawił się na horyzoncie "2Bieg Wielkich Serc" na który również śpieszno się zapisałam. No ale do rzeczy.. w Biegu Sylwestrowym  nie pobiegłam gdyż własna głupota i nieodparta chęć trenowania z bolącym gardłem spowodowała, że dzień przed biegiem byłam na tyle przeziębiona, że bieg skończyłby się kuracją w łóżku. Nie będę mówić jaka zła, rozczarowana i przygnębiona byłam :( no ale pocieszałam się, że może moje pierwsze zawody mają się odbyć już w roku 2014. Niestety scenariusz się powtórzył tyle, że teraz bez biegu wylądowałam na L4 na trzy dni "odpoczynku"

Morał z tego taki: Przeziębienie trzeba doleczyć oraz zawody biegowe chyba nie są dla mnie :/

Jeśli czas pozwoli jako, że czasami wstaje rano i pierwszą myślą jest "co to ja dzisiaj robię?" ... aaa squash ;) to od lutego staruje znowu z bieganiem (już zdrowa) może kolejny cel (o którym nie będę rozmawiać, żeby nie zapeszyć) wypali.



Dużo chęci, kiepski efekt. 


Wigilijne bieganie