Pokazywanie postów oznaczonych etykietą challenge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą challenge. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 lutego 2014

Druty w łokciu - jak trudno wrócić po kontuzji do 100% treningów

Nie wiem jaką decyzje bym podjęła po raz drugi. Pewnie tą samą ale drutowanie łokcia okazuje się nie być do końca dobrym rozwiązaniem. Z jeden strony nie nosi się uciążliwego gipsu i nie ma się długiej rehabilitacji a z drugiej po 4 miesiącach nie ma się problemu z boląca ręka i przemieszczającymi się drutami. Z niecierpliwością czekam na telefon od lekarza, który powie mi "Pani Izabelo wyciągamy druty". Umowny termin mam na marzec, a on już prawie się zaczyna. Oby to był początek marca bo już mam dość zaciskania zębów kiedy obciążam rękę w trakcie ćwiczeń. 
Chce już robić wszystkie asany jak należy! 
Chce zwiększać obciążenie w dni treningowe górnych partii ciała! 
Choć funkcjonuje na co dzień tak jak przed złamaniem, to ćwiczenia już bywają wyzwaniem. Mam wrażenie że nie daje z siebie 100% co często bywa bardzo irytujące.

Jak dobrze, że lubię ćwiczyć nogi... Legs day!


czwartek, 30 stycznia 2014

Czyżby bieganie nie było dla mnie?

Mówiłam sobie "do trzech razy sztuka". Niestety i za trzecim razem się nie udało. Kiedy złamanie ręki wyeliminowało mnie z zawodów "Biegu trzech kopców", powiedziałam sobie, że najbliższy bieg jest MÓJ. Tym najbliższym był "Bieg Sylwestrowy". Zapisałam się na dystans 10km, opłaciłam opłatę startową i od początku grudnia zaczęłam łapać formę. Było ciężko ale do przodu. Mimo wszystko przepisałam się na 5km bo organizm podpowiadał mi, że to jeszcze nie pora no i ta pogoda nie do końca zachęcała. W między czasie pojawił się na horyzoncie "2Bieg Wielkich Serc" na który również śpieszno się zapisałam. No ale do rzeczy.. w Biegu Sylwestrowym  nie pobiegłam gdyż własna głupota i nieodparta chęć trenowania z bolącym gardłem spowodowała, że dzień przed biegiem byłam na tyle przeziębiona, że bieg skończyłby się kuracją w łóżku. Nie będę mówić jaka zła, rozczarowana i przygnębiona byłam :( no ale pocieszałam się, że może moje pierwsze zawody mają się odbyć już w roku 2014. Niestety scenariusz się powtórzył tyle, że teraz bez biegu wylądowałam na L4 na trzy dni "odpoczynku". 

Morał z tego taki: Przeziębienie trzeba doleczyć oraz zawody biegowe chyba nie są dla mnie :/

Jeśli czas pozwoli jako, że czasami wstaje rano i pierwszą myślą jest "co to ja dzisiaj robię?" ... aaa squash ;) to od lutego staruje znowu z bieganiem (już zdrowa) może kolejny cel (o którym nie będę rozmawiać, żeby nie zapeszyć) wypali.



Dużo chęci, kiepski efekt. 


Wigilijne bieganie




poniedziałek, 8 lipca 2013

Squat Challenge zakończony / Praca fizyczna a forma ;)

SQUAT CHALLENGE

Wiecie co jest najgorsze w robieniu 250 przysiadów??? w sumie to samo można powiedzieć już w momencie kiedy nastaje dzień 180 powtórzeń.. Nuda.. Dla mnie ten challenge nie był trudny ani bardzo męczący ale zwyczajnie nudny. Nogi szybko się przyzwyczaiły do tego typu aktywności do tego dochodzi bardzooo częsta jazda na rowerze (minimum 19 km) więc nie mogę powiedzieć, że było to niemożliwe do zrobienia, czego się spodziewałam zaczynając to wyzwanie. Niestety nuda i wyczekiwanie do końca, sprawiło, że planowana kontynuacja squatów z większą ilością powtórzeń nie dojdzie do skutku. Też z powodu znacznego ograniczenia mojego wolnego czasu.


PRACA FIZYCZNA

Ponad 3 tygodnie temu zamieniła siedzącą pracę na ciężką fizyczną robotę, brzydko mówiąc. Codzienne noszenie książek przez 8 godzin, do tego jazda na rowerze do i z pracy (19km)  spowodowało, że już po 1,5tygodnia moja waga spadła o kilogram, moje bicepsy i tricepsy podskoczyły do góry i regularne przybywały siniaki. Niewiele się zmieniło po za tym, że waga stanęła, o co zadbałam jedząc więcej, ale do czego zmierzam. Staram się przy takim wysiłku równie regularnie zaglądać na siłownie, niestety nie jest to już tak częste jak poprzednio, ponieważ zwyczajnie czasu i siły ubywa. Kiedy wybrałam się, któregoś dnia i był to dzień treningu barków, pleców i klatki zwyczajnie mięśnie nie dawały rady. Może to też wina dość długiej przerwy od siłowni (siła wyższa) ale mam wrażenie, że to jednak wina pracy. Dlatego w przeciągu ostatnich 48h zakupiłam BCAA!! Co to? Dlaczego? Po co? O co chodzi? Przybliżę na dniach, jeśli znajdę chęć i chwilę na bloga.

środa, 26 czerwca 2013

Burpee Challange

Kiedy decydowałam się na BURPEE CHALLANGE byłam przekonana, że nie ukończę tej męki... a im "dalej w las" tym lepiej. Kiedy 4 dnia miałam do zrobienia 20 burppe stwierdziłam, że to moje ostatnie i więcej nie dam rady. Z każdym dniem przekraczałam swoją granice. Dzisiaj jestem na półmetku. 50 burppe zrobione :D


 Muszę koniecznie zaznaczyć, że dnia 10 kiedy to wypada "odpoczynek" (w moim wypadku nie ma leżenia do góry brzuchem), za namową kolegi wybrałam się na zajęcia FIT CAMP'u (o tym innym razem), a tam co?? Uwaga! BURPEE ;)


Poszłam trochę na łatwiznę i robię wariant łatwiejszy bo omijam "pompki".


 Gryzie mnie sumienie przez to zwłaszcza, że zaczynając byłam pewna, że szybko sobie odpuszczę. Trzeba ten BURPEE CHALLANGE potraktować jako rozgrzewkę do tego zaawansowanego :)


sobota, 15 czerwca 2013

Squat Challenge


Dzień 9 -> 100

Jako, że dzisiaj wybiła setka, krótkie podsumowanie. Zaczynając wyzwanie, miałam do zrobienie 50 przysiadów. Uznałam, że powtórzenia będę robić dwa razy dziennie. Pierwsze dni, nie sprawiły mi żadnej trudności. Co prawda pojawiały się myśli, "o kurcze te50/60 to dużo" ale zabijałam je tym, że 250 to jest dopiero dużo. 4 i 8 dzień to odpoczynek, przynajmniej wg wyzwania ale nie ma tak lekko, ja w te dni również "przysiadałam" :P Nie mogę powiedzieć, że przy 80 < nie odczuwałam żadnego zmęczenia i zniechęcenia ale kiedy przekroczy się połowę jest tylko lepiej. Mała zadyszka i czerwień na twarzy to jedyne jak na razie oznaki przysiadów. Zakwasów nie było i pewnie nie będzie nawet przy 250 jako, że wcześniej nogi miały do czynienia z ćwiczeniami ale przy rozciąganiu udko trzyma :P Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do tego wyzwania i już myślę o następnym, który skończy się na 500 powtórzeniach ;)









Polecam gorąco "Squat Challenge". Fajne i przyjemne w porównaniu do Burpee, o którym niebawem.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

2 x CHALLENGE SQUAT + BURPEE

Ciąg dalszy "Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma". W przerwie od siłowni (niestety, ale jeszcze parę dni) szukam sobie zastępstwa. 
W sobotę rozpoczęłam ->


30 DAY SQUAT CHALLENGE

Utrudniłam sobie to wyzwanie nieco. Przysiady robię dwa razy w ciągu dnia. Dzień trzeci nie sprawił mi żadnych trudności :)

Dzisiaj do swojego planu dnia dodałam drugie wyzwanie. Znacznie gorsze niż przysiady. Przerośnie mnie ono już po paru dniach. Moje kochane BURPEE!!! 


Trzymam za siebie kciuki, zwłaszcza z Burpee. Podobno po 50 powtórzeniach jest łatwiej.. aaa.. o ile dotrwam :D Już widzę te łzy cieknące po policzkach :)