czwartek, 26 września 2013

To co się kocha, potrafi zrobić krzywdę..

No i jestem uziemiona :( Złamanie kłykcia łokciowego bez przemieszczenia! sic! a myślałam, że jestem niezniszczalna... że mnie to nie spotka... i się grubo myliłam...


Jazda na rowerze w deszczowe dni jest niebezpieczna zwłaszcza po torach :(


W poniedziałek operacja... abym mogła zrzucić szynę... i rękę mieć w miarę sprawną  i szybciej wróciła do zdrowia... gipsu nie będzie..Uff
 
Mocne przygnębienie towarzyszy mi od poniedziałku. Przerwa, zapewne długa, od  jogi, siłowni, roweru i biegania :((( nie mówiąc jak wiele rzeczy mi to pokomplikowało :(


Pocieszam się, że mam rewelacyjnego lekarza :)))


tymczasem trenuję rękę lewą


czwartek, 12 września 2013

Omlet szpinakowy z fetą i płatkami owsianymi / spinach omelette

Nie bardzo wiedziałam co zrobić ze szpinakiem z fetą, który pozostał mi po ostatnich makaronowych wariacjach. Trochę szkoda było mi go wyrzucać a niestety w domostwie mym szpinak nie cieszy się popularnością więc tylko ja go mogłam zjeść. 
Dzisiaj wymyśliłam! Nie bardzo wiedziałam co z tego będzie bo takiego czegoś jeszcze nie robiłam. Przedstawiam Państwu


 OMLET SZPINAKOWY!

Przepis:
Szpinak z fetą / spinach with feta 
2 jajka / 2 eggs
2 łyżki płatków owsianych / 2 spoons oatmeal

Wszystko razem mieszamy, wlewamy na patelnie z roztopionym masłem i na małym ogniu smażymy. Jako że wyzwaniem było odwrócenie go, wsadziłam patelnie do piekarnika i podpiekłam od góry.  Ja już omletu nie doprawiałam niczym, gdyż szpinak miałam gotowy i on dał cały smak.
Pyszności!

Mix everything together, pour into the pan with melted butter and fry over low heat. Delicacies!




Ride on my bike!

Upamiętniając ostatnią wycieczkę do Puszczy Niepołomickiej ;) 
92 kilometry do kolekcji :D

 






poniedziałek, 9 września 2013

Małe podsumowanie.

Przychodzi taki czas, że się człowiek chce pochwalić swoimi postępami i efektami pracy w które włożył wiele wysiłku :)
Kiedy postanowiłam "coś" ze sobą zrobić i zaczęłam chodzić na siłownię był grudzień 2012. Początkowo nie schodziłam z areobów, a jak już to na maszyny do "robienia nóg". Niedługo później trafiłam na Ewe Chodakowską i Mel B z którymi codziennie ćwiczyłam. Regularnie chyba jakieś 3 miesiące. Trochę mi zabrało aby przekonać się do wolnych ciężarów i szczerze nie wiem czy to był marzec czy kwiecień kiedy areoby oraz "panie motywatorki" porzuciłam na rzecz hantli, sztangi itp. Późno, ale lepiej później niż wcale. Okres "zimny" to też regularne granie w squasha. Tylko czekać aż pogoda sprawi, że chłód poniesie na kort. W lutym do siłowni doszła joga, coś co jest moim głównym zajęciem, obowiązkowo 2 razy w tyg, zdarza się częściej.  Teraz kiedy mam 2 tyg przerwę (oby nie dłuższą) spowodowaną trudnością z dotarciem na zajęcia, gdyż praca mi to utrudnia codziennie krwawi moje serce :( Kolejno w kwietniu a może już maju wsiadłam na rower. Najchętniej bym z niego nie schodziła ale czasami trzeba. A w czerwcu bieganie. Przy tym wszystkim zdrowe, racjonalne i obfite posiłki. To wszystko sprawiło, że od grudnia moje ciało zmieniło się diametralnie. Zgubiłam zbędny tłuszcz (choć uporczywie trzyma się w rejonie pośladków ale to już chyba taka moja uroda) i zaznaczyłam ładnie mięśnie. Zaczynając przygodę ze sportem nie planowałam się rzeźbić, nawet nie planowałam znacząco chudnąć. Celem było poprawienie zdrowia, kondycji i ujędrnienie ciała. Aktualnie chudnąć już nie chce za to wkładam sporo pracy aby ładnie wyrzeźbić mięśnie, co sprawi podniesienie wagi. Chcę zamienić tłuszcz na mięśnie. Trochę sobie utrudniłam sprawę przez rower i bieganie bo spala to sporo kalorii, dlatego staram się temu zapobiegać stosując suplementy.
Tak w skrócie wygląda ostatnio moje życie, zdecydowanie lepsze niż przed rozpoczęciem tego wszystkiego. Nie tylko fizycznie jest lepiej ale i psychicznie :) Polecam! To podnosi jakoś życia :D

a teraz efekty :)

Waga - 68kg -> teraz 61kg - liczę na 63kg kiedy "przypakuję"
A w obwodach średnio po - 5cm (niestety cycki też maleją ;))

Grudzień 2012



Luty 2013


Maj 2013



Sierpień 2013



Wrzesień 2013





Ku motywacji!

czwartek, 5 września 2013

"Kocham swój rower" czyli pierwsza SETKA zaliczona

Na samą myśl, że idzie wrzesień i sezon letni dobiega końca, a pogoda też coś zapowiada rychły początek jesieni (oby splatała figla i z latem dłużej trzymała) robi mi się smutno. Poranki zimne, wieczory również i wiatr nabrał na sile, niestety daje znak o tym, że na wycieczki rowerowe zostaje coraz mniej czasu. Tymczasem moje Dziecko (tak, zdecydowanie nim jest) wyposażam w różne gadżety, a siebie w profesjonalne odzienie  :) 

Trochę czasu już minęło od wyprawy, która spowodowała, że chce więcej i więcej i więcej.

Pierwsza setka zaliczona - choć nic na to nie wskazywało :D
trasa ułożyła się tak, że przypomina głowę.. z jednym włosem ;)
"Ma tyle włosów co ja" - rzekł mój towarzysz ;)


Czas marniutki ale to nie on było tu piorytetem, z resztą "autopauza" nie zawsze działa, niestety ;) Trasa w Parku Krajobrazowym to coś co będę wspominać długo i wiele razy mam nadzieję tam wracać. Podjazdy i zjazdy jakie sobie zafundowaliśmy sprawiają, że piórka rosną, a satysfakcja jest tak ogromna, że w nocy śniły się historie rowerowe (a może to ze zmęczenia :P ). Dumna jestem z siebie bardzo i  tylko czekam na wolny dzień i ładną pogodę i wyruszam w trasę, mam nadzieję równie długą :)