Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 maja 2014

Podnad rok z jogą

W lutym ubiegłego roku rozpoczęła się moja przygoda z jogą (można rzecz ponowna, gdyż pierwsza próba skończyła się szybko ale to z głupoty mej)  i już teraz śmiało mogę powiedzieć, że tym razem szybko się nie skończy. Uważam, że praktykowanie jogi to jeden z lepszych wyborów w moim życiu (jak i ogólnie powrót do aktywności fizycznej), który widzę jak plusuje w moim życiu. 

Wspaniale jest mieć pasję w życiu a joga staje się nią dla mnie. 

Co ma takiego w sobie joga, że jest dla mnie taka ważna? 
Na to pytanie nie da się krótko i konkretnie odpowiedzieć.

Kiedy zaczynałam, nie miałam specjalnego powodu aby zaczynać praktykować jogę. Jak większość uważałam ja za nudną. Przekonał mnie przyjaciel (którego wysłał tam lekarz ortopeda) mówiąc, że po pierwsze nie jest nudna, po drugie już po miesiącu widzi różnice i po trzecie, że jest niesamowicie intrygująca. Co jest takiego intrygującego w jodze, pomyślałam. Szybko zaczęłam szukać szkoły i tak trafiłam na Sadhane. Ukończyłam dwu miesięczny kurs po którym byłam nią zachwycona ale okoliczności i styl życia w ówczesnym czasie spowodował, że miałam inne piorytety. Po kursie do jogi nie wróciłam. Z perspektywy czasu uważam to za mega głuptę ale trudno. Po ok roku wróciłam do Sadhany.

Od lutego 2013 roku nie wyobrażam sobie nie praktykować jogi. Za cel obrałam sobie ukończenie kursu nauczycielskiego co oznacza jeszcze długą drogę. Sam kurs trwa 3 lata, a mi, abym mogła na niego się w ogóle zapisać brakuje 2 lat regularnej praktyki. 

No, dobra ale co jest takiego w jodze? 

Znam osoby, które na jodze były parę razy i się w niej nie rozkochały. Po kursie może 1/3 albo i mniej kontynuuje praktykę. Na zajęciach spotyka się raczej te same osoby z domieszką nowych twarzy.
Ktoś by pomyślał, że raczej marny argument "za". Może kiepski ale nie każdy sport jest dla każdego. Wszystkiego trzeba próbować bo, a nóż trafi się na coś co się tak bardzo polubi, że będzie częścią naszego życia. 

Do sedna. Co mi dala joga?

Nie wiem jak i od czego zacząć więc może wyjść mały chaos.
Przede wszystkim dużo lepszą sprawność fizyczną, która objawia się lepszym rozciągnięciem mięśni, ścięgien/ciała, gibkością, kontrolą i panowaniem nad ciałem, siłą, lepszą równowagą. Te wszystkie czynniki mają niesamowity wpływ na moje poczynania na siłowni. Jestem w stanie lepiej wykonywać ćwiczenia technicznie no i moje mięśnie są w dobrej kondycji po przez regularne rozciąganie. Od czasu kiedy praktykuje joge nie bolał mnie kręgosłup (no chyba że były to zakwasy po siłowni) a wcześniej się to zdarzało choćby przez skoliozę. Bóle głowy też jakby minęły, a potrafiły trzymać nawet i parę dni. Od tego czasu znacznie poprawiła się moja postawa. Zawsze mama krawcowa szyjąc mi kolejna kieckę poprawiała mnie, ponieważ mój prawy bark wędrował w dół, a ostatnio powiedziała "może zapytasz na tej jodze o kolana swoje bo z barkiem widzę, że już znacznie lepiej." [Jeśli chodzi o kolana, mam po prostu krzywe nogi spowodwane tak zwanymi "szpotawymi kolanami"]

Ufff dla mnie to już sporo plusów

Hmm warto dodać, że na jogę może chodzić każdy, nawet ten który ma problemy zdrowotne, wady postawy i inne rzeczy które nie pozwalają mu uprawiać sportu. Wystarczy przed zajęciami zgłosić taką sprawę nauczycielowi a ten dostosuję ćwiczenia do nas.

Co jeszcze? 

Samopoczucie jest lepsze, tak jakby życie i problemy stają się lżejsze. Wiele rzeczy zostawiamy za sobą i postrzegamy nasze otoczenie z dużo większą pogodą ducha. Po prostu czujemy się lepsi we własnym ciele, dostrzegamy jak wiele możemy, jak silni jesteśmy. Zapewne jest to spowodowane postępami w praktyce i endorfinami, a może ta joga, oddech i medytacje faktycznie coś w sobie mają.

No i co bardzo ważne, szkoła do której trafiłam jest profesjonalna, ma rewelacyjnych nauczycieli, miłych i sympatycznych uczniów, do tego ciepła i fajna atmosfera, że chce się tam wracać.

Wszystkich niezdecydowanych gorąco zachęcam na kurs w Sadhanie, bo wierze, że się do jogi przekonacie. Nowy kurs wystartował dzisiaj (5.05.2014) i zapewne są jeszcze miejsca.
A później na praktykę do Tomusia :)

NAMASTE



poniedziałek, 27 maja 2013

Fabryka Schindlera + Hellada + final Ligi Mistrzów w starej Zajezdni, czyli sposób na udaną sobotę

Po dłuższej przerwie spowodowanej usiłowaniem skupić swoją całą uwagę na pracy magisterskiej postanowiłam te starania na chwile porzucić na rzecz odświeżenia tegoż bloga.
Ostatnio w ramach cyklu „swojego nie znacie, cudze chwalicie” bądź „wókraK -czyli tam i z powrotem” udałam się z Panną Kelez „za błoto” potocznie zwane Zabłociem. Celem naszej wyprawy była mekka turystów - Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera, inaczej Fabryka Schindlera. Jak przystało na prawdziwych Krakusów, stąpających po tej ziemi już 26 lat nie byłyśmy tam jeszcze... w przeciwieństwie do "Słoików". Choć jak twierdzi Panna Kelez 16/19 złotych za bilet to zdecydowanie za wysoka cena dla nich, więc zapewne tam nie bywają. Bynajmniej Zabłocie nie jest, im obce, bo mieści się tam Fabryka i Bal, które przyciągają tych, którzy chcą się "pokazać". Do rzeczy.. myślę, że nikomu nie muszę przedstawiać tego miejsca (Fabryka Schindlera), a jeśli jednak to odsyłam do Google lub filmu "Lista Schindlera" ;) Poniżej parę zdjęć pokazujące to, co można zobaczyć na wystawie „Kraków- czas okupacji 1939-1945r”, którą serdecznie polecam. Nie bez powodu trzeba było się przeciskać przez grupy turystów blokujące wąskie przejścia.

Widok przez okular fotoplastykonu. Na zdjęciu stara fotografia Krakowa (nie jestem pewna co to za miejsce.. Brama Floriańska?? ;) )

Jest i piękny rower, którym by nie pogardziłaby niejeden fan cyclingu ;)

Kraków, czwartek 31 sierpnia 1939 rok

To jest zdecydowanie mój ulubiony eksponat. Przy najbliższej produkcji odbitek, to zdjęcie będzie miało swój spory rozmiar i zawiśnie na mej ścianie pokojowej :)


Ktoś gustuje w takich kafelkach/flizach/płytkach?


Ilu z Was posiada taką tabliczkę w swojej kolekcji "znalezione na ulicy"?

List małego Romka Polańskiego z getta krakowskiego

Misy, miski, miseczki

Gabinet fryzjerski wyglądał zacnie i profesjonalnie.

Gdyby teraz farbowanie włosów u fryzjera kosztowało 25zł, przetestowałabym wszystkie kolory.

Nic się nie zmieniło.

Tu widać co kryje szafa tresera (??) słoni. 


Po jakże udanym zwiedzaniu i spacerze po Zabłociu udałyśmy się na posiłek bo w brzuchach burczało.  Nasze dupki spoczęły na krzesłach w Helladzie na Limanowskiego 1. Lokal w Podgórzu (bo jest też na ul. Królewskiej) został otwarty niespełna miesiąc temu i chyba nie do końca jeszcze o nim "bywalcy" i "smakosze" wiedzą bo w środku pusto. A miejsce ma potencjał, zwłaszcza jego ogródek, który znajduję się na podwórzu (niestety było za zimno aby zjeść nasze dania na zewnątrz). Z Panną Kelez zamówiłyśmy tylko przystawki jako, że w planach miałyśmy dalsze spacery i smak na pizze. 

Spanakopitakia - pierożki z ciasta phyllo nadziewane szpinakiem i fetą (sztuk 3)

Dolmadakia - liście winogron faszerowane kaszą perłową i wołowiną (sztuk 3)

Oba pyszne!! Tak pyszne, że czas oczekiwania na przyjęcie zamówienia i jedzenie (o zgrozo na przystawki się nie czeka ponad 20 minut, kiedy do tego w środku pusto) zdecydowanie nam przestał zaprzątać głowę. 


 

AKTUALIZACJA (Whychuck masz racje.. nadrabiam zaległość)

Tego dnia, tej soboty miał miejsce finał Ligi Mistrzów i jak przystało na sezonową kibickę (czasem coś obejrzę) udałam się ze znajomymi obejrzeć ten emocjonujący mecz do Starej Zajezdni na Kazimierzu (ul. Wawrzyńca 12). W wielkim hangarze, mieszczącym podobno 300 osób (jak dla mnie więcej by tam weszło ale ja mam koślawe oko) przy dużym drewnianym stole, żłopałam tamtejsze litrowe piwsko (Stara Zajezdnia na swój Mini Browar). Głównym pytaniem tego wieczoru było, to do kogo trafi puchar mistrzów - do Bayernu czy Borussii. Nie byłabym sobą, gdybym tak jak 1/10 a może 1/15 knajpy nie kibicowała Bayernowi (chociaż wcale ich nie lubię, no ale "ograło" ich w tamtym roku moje Chelsea więc trzeba dać chłopaka szansę) ;) Jako, że "Nasi" nigdy nie budzili mojej sympatii, patriotka ze mnie marna, Lewandowski moim kolega nie jest i nie znoszę masowego podniecenia "czymś", tak więc nie pozostało mi nic innego jak kibicować Byernowi :D Miałam stolik obok cudownego kompana w radości, który był dla mnie (nas) gwiazdą, gdyż całym sobą się cieszył ze zdobytych goli Bayernu, a po meczu wychodził z podniesioną głową, dumą w sercu jak przystało na prawdziwego kibica :) Brawo dla koleżki ! 90% Zajezdni kibicowało oczywiście Borussii co nie było zaskoczeniem ale przykro było patrzeć na te smutne oczęta po zakończeniu meczu :D :D 
Po meczu ja ku radości, towarzysze na otarcie łez zjedliśmy Okraglakową zapiekankę i do domu spać.. Mój powrót to dość długa podróż ale nocny trening nóg jak najbardziej udany ;)

 Podsumowując - miłe spędzenie soboty to odwiedzenie Fabryki Schindlera ul. Lipowa 4, Hellady ul. Limanowskiego 1 i Starej Zajezdni il Wawrzyńca 12 -> Kraków