Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chill. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chill. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 lipca 2013

Zabierzów Bocheński - odskocznia od rzeczywistości

Kiedy dostałam zaproszenie na grilla od znajomego do jego "nowego domu" za granicami Krakowa w okolicach Puszczy Niepołomickiej, ucieszyłam się jako, że przydałaby się w końcu odskocznia od intensywnego życia. Dodatkowo jak się dowiedziałam w dniu imprezy czekała mnie tygodniowa delegacja do Sosnowca (czemu akurat tam?!). Dzisiaj (po powrocie do szarej rzeczywistości) okazało się, że grillowanie było równie intensywne jak cały mój tydzień ;) czyli dużo się działo i mocno umęczona wróciłam do domu ale jakże wypoczęta ;) Pozytywne zmęczenie!

Ale od początku.

Nie mogłam nie skorzystać z rewelacyjnych warunków rowerowych na trasie do Zabierzowa Bocheńskiego więc z wielką radością wybrałam się tam na rowerze - 30 km - idealne (co prawda z przystankiem na 5h pracy).  Kiedy wjechałam w Puszczę Niepołomicka "banan" na buzi pojawił się od razu i miałam ochotę wszystkich informować jak zajebiście tam jest :D asfaltowa trasa wśród drzew, momentami bita, kamienista aby dupa poczuła że się jedzie. Choć wiedziałam, że Puszcza jest cudnym miejscem to nie miałam okazji nigdy jeździć po niej na rowerze, a jest gdzie!!




Pogoda idealna, trasa mega pozytywna, ciasto na tę okazję wyszło przepyszne, nawet wiadomość o Sosnowcu nie zrobiła na mnie wrażenia więc ten wypad musiał być udany.

Zajechałam pod dom, pod który idealnie doprowadził mnie GPS i przywitała mnie rodzina Gospodarza bo On nie dojechał jeszcze (zapowiedziałam się, że będę wcześniej), długo nie usiedziałam bo okolice tamtejsze tak mnie oczarowały, że wybrałam się na spacer i małe zakupy. Był chill w pszenicy z piwkiem w ręku, krótkie opalanko i powrót aby pomóc Gospodarzowi w przygotowaniach. Goście zaczęli się zjeżdżać więc i atrakcji przybywało. Kiedy wie się, że wśród gości będą tylko 2 osoby, które się zna to wiadomo, że będzie zabawnie. Mogłam się spodziewać, też tego, że pierwsze poznane osoby, będą mi towarzyszyć do końca wieczora... hmm do końca wypadu. Tym bardziej, żeśmy się dogadywali ;)





Grillowanie... im więcej gości, im więcej alkoholu tym więcej wygłupów i jeszcze większy luz.

Atrakcji wieczoru nie brakowało, a wszystkie bardzo spontaniczne. Wiadomo był GRYL i ALKO. A po za tym:



- tworzenie pochodni "antykomarowej" z tego co pod ręką - działała!
- zdarzyło się nawet lanie woskiem, co ciekawe w wosku zatopiony był komar. fuuu

"antykomarowa" świeczka na ziemi i komar w wosku 
- zabawy z piłką - "głupia Małgosia" i "gdzie jest piłka" (choć w tym przypadku byłam jedyną, która chciała w to grać). Wszystko pięknie, tylko buty brudne.
- "spacer farmera" - nocne poszukiwanie zagubionego kolegi wśród pól, oświetlając sobie drogę świeczką (kolega Kamil pod koniec drogi nie wytrzymał presji  i świeczkę ową zgasił) i drinkiem w ręku (na 3 osoby to mało). Wycieczka ta miała wiele ciekawych momentów np. "wykopki" - nieudane bo ziemniaków jeszcze nie ma ;) opowieści o miejscowym, który atakuje samotnie spacerujące dziewczęta i tnie im ubrania, czy też o psach puszczanych luzem nocą przez tubylców, a nawet oglądanie sztucznych ogni, które tego dnia puszczane były w Wieliczce z okazji "Dni Wieliczki" lub coś w ten deseń.
Cholera tylko  stopy brudne, mokre, zmarznięte bo się w japonkach wybrałam.
- oglądanie gwiazd - nawet trafiały się spadające
- leżakowanie
- ciekawą atrakcją był fakt, że była łazienka ale nie było wody ;)
- "nocne rozmowy" - tylko najwytrwalsi przegadali, uśmiali się i nie spali tamtejszej nocy. Załapując się na uroczy wschód słońca :) Wiadomo kto. Tyle, że później nie mogliśmy uczestniczyć w rozmowach "co mi się sniło?
- opalanie też było - od 7:30 co niektórzy
- wypad nad zalew, gdzie wejście kosztowało 8zł dla przyjezdnych (o zgrozo!)
- granie w "sabotażystę"
- bigos był
- miały być tańce ale wieś nie była zachwycona, że o 2 w nocy rozchodziły się dźwięki z Radia RMF FM
- leniuchowanie w promieniach słońca, bo opalaniem ciężko to nazwać ;)
- powrót "pedalarzy"  do domu - po genialnym weekendzie aczkolwiek męczącym - był o dziwo bardzo przyjemny :) (w drodze powrotnej wracałam z nowo poznanymi osobami, którzy również wybrali się na rowerach, z czego jedna z nich toż to zawodowiec jeśli chodzi o rowery. Propsy wielkie dla tego Pana. Inspirujący i motywujący Gość.)
- arbuz, ciastka kokosowe ale tak fajne, że ja która za kokosem nie przepada zjadłam ze smakiem (a może głodna byłam)
- wiatr wiał też ;) po naszych nagich rozgrzanych ciałach, że momentami było zimno
- bocianów taka ilość, że ciężko zliczyć. Myślę, że sporo dzieci się uzbiera wśród przybyłych gości
- maki - ciężko teraz spotkać maki, przynajmniej w mieście. Pamiętam jak za dzieciaka zrywało się przekwitnięte maki i się je zjadało, albo pączki się rozrywało, żeby szybciej pojawiły się płatki :) Teraz maki spotkać można chyba tylko blisko pół, a szkoda bo to ładny "kwiatek"



- choć nie był okazałych rozmiarów widziałam też z bliska kombajn :) może jakby bardziej słońce przyświeciło i wypity byłby nie jeden "Książęcy" a dwa to bym się wprosiła, bo myśl taka była.

tutaj z daleka - tak to ta czerwona kropka
- jeszcze zmierzch


i wchód



...a no i genialne niebo całe 2 dni



Podsumowując weekend marzenie. Wcale nie trzeba jechać "niewiadomogdzie" aby się świetnie bawić i wyluzować. Wystarczy dobre towarzystwo, humor i przyjemna okolica.