Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 kwietnia 2013

Spring Breakers

Dzisiaj, coś co jeszcze nie pojawiło się na tym blogu, a pojawić się musi, gdyż odkąd pamiętam jako pierwsze wypowiadam, to "słowo" kiedy ktoś pyta o moje zainteresowania.
FILM czyli moja wielka miłość.
W końcu przyszła pora na pierwszą, dobrą (mam nadzieję) i MOJĄ osobistą recenzję filmu.





Lubię takie filmy, o których mało co wiem, których opis jest bardzo ogólny, o których jest głośno ze względu na obsadę lub realizatorów, jednocześnie, obok znanych nazwisk pojawia się "znaczek" któregoś z festiwali filmowych. A już najbardziej lubię jak film mnie zaskakuje i to nie tym, że po seansie okazuję się arcydziełem, tylko formą i obrazem jakich się nie spodziewałam.

Spring Breakers jest idealnym przykładem na to wszystko, co opisałam powyżej. A dlaczego?
Z opisu niewiele wynika, a jak wynika to kolejna produkcja dla nastolatków, o nastolatkach przedstawiona w stylizacji amerykańskiego podwórka. BA czegoś się spodziewać widząc na plakacie takie nazwiska jak Gomez i Hudgens. Do myślenia daje ten "nieszczęsny" Festiwal w Wenecji. Pomyśleć można, ale jak to taki film na takiej imprezie? Wystarczy spojrzeć na nazwisko reżysera, Ci co znają jego produkcję od razu będą wiedzieć, że nie jest to zwykły film, a Ci co go nie znają, niech co nieco o, nim poczytają. Tym sposobem można dojść do wniosku, że to nie jest kolejna ckliwa historia z happy endem o amerykańskich nastolatkach. Więc czym jest??
Na wstępie, polecam podejść do tego filmu z dystansem i pozbyć się wszelkich oczekiwań. Podejść do niego z czysta, pustą głową, żeby dostrzec w, nim TO COŚ.
Po drugie daruje sobie opis fabuły. 
Uwaga!!
Od tego momentu czytasz na własną odpowiedzialność! Choć brak w tej recenzji opisu fabuły, nie odpowiadam za bardzo prawdopodobne zepsucie seansu i odbioru filmu ;) Ja bym tego nie chciała wiedzieć przed obejrzeniem SB

Kiedy w dwóch pierwszych minutach filmu zobaczyłam dużo cycków, dużo dup, jeszcze więcej cycków i dup a w tle słyszałam ulubieńca wyzwolonej, a zarazem zakutej w kajdany internetu i tandetnej popkultury młodzieży, czyli Skrillexa, szeroko otworzyłam oczy a jeszcze szerzej buzie. Tylko po to , żeby za chwilę je zamknąć, ułożyć się wygodnie w fotelu i pomyśleć o kurwa, no to jazda. 
Łooo to była jazda, jakby to powiedzieć rollercoaster (;P). W tym filmie jest wszystko czego możemy się spodziewać, ale zaraz obok wszystko to czego raczej nie oczekiwaliśmy. 

Główne bohaterki tak jak pies spuszczony ze smyczy, poczuły wolność i robią wszystko aby trwała ona jak najdłużej. Czują, że mogą wszystko i tak też robią, prowadząc nas po dzikim, wolnym świecie, w którym nie ma zasad, granic, a wszystkie ograniczenia jakie napotykają wychodzą z ich głowy. To nie jest film z głębią, nie ma tu moralizatorskiego przesłania, nie ma też ładnej, grzecznej opowiastki. Dostajemy kawał mocnego, bezlitosnego obrazu. Przerysowanego, kiczowatego, karykaturalnego spojrzenia na dzisiejszy świat popkultury. Prześmiewcze ukazanie, bytu wykreowanego przez media. Inspiracji szukajmy we współczesnych teledyskach, z których aż kipi sexem, nagością, narkotykami, alkoholem, bronią, bogactwem, do tego feeria barw i magia kolorów. hmm w tym filmie jest gorzej ;)

 
W Spring Breakers całą historię opowiadają zdjęcia (genialna robota) a zaraz obok muzyka (takiego mixu dawno nie słyszałam) do tego wszystkiego jakby montaż na odwal się i mamy SEN. Chaos, niedomówienia, kolaż, wyrwania z kontekstu, powtarzalność, kontrasty, zmiany tempa. Brak zbędnych dialogów, wiele powtórzeń. No! Toż to nic innego jak sen ;) Sen, który od początku prowadzi nas do zguby i tak też się kończy.
Patrząc trochę z innej strony, ten film jest 1,5h teledyskiem. Opowiada jakąś historię, nie wszystko w nim jest "dokończone", mamy wiele powtórzeń jak refren piosenki, wszystko jest takie piękne, kolorowe, takie WOW (w klipach też artyści nie uznają półśrodków, wszystko musi zachwycać, w końcu mają parę minut aby widza zachęcić i przytrzymać przed ekranem), do tego dynamiczny montaż, energiczna muzyka.

Uwaga!!!
Tu możesz już czytać! 


Parę słów o aktorach... NIE, może nie, to trzeba po prostu zobaczyć. Choć wiele rzeczy przeciętnego widza, pewnie odstrasza (widząc choćby stronę filmu na filmwebie), to ja gorąco POLECAM!!! Zdaję sobie sprawę,  że to nie jest film dla wszystkich i może się on nie podobać. Jednak zachęcam, choćby dlatego, żeby zobaczyć, że filmy można też robić inaczej.

Ps. Polecam obejrzeć plakaty jakie powstały do filmu , ale po seansie!

 

poniedziałek, 25 lutego 2013

And the winner is




Oskary - Nagrody Akademii Filmowej


Pojawią się dwa posty dotyczące Oskarów, dzisiaj pierwszy dotyczący filmów/osób, do których trafiła statuetka, w kolejnym przedstawię wg mnie najlepsze stylizację tej gali.
Nie sposób ominąć tego tematu, gdyż media całego świata trąbią o tym z każdej strony. O Oskarach mówi się już na pół roku (a nawet wcześniej) przed rozdaniem i długo, długo po. Co jest takiego fenomenalnego w tej nagrodzie?? Szczerze nie mam pojęcia!! Spróbuję wyjaśnić dlaczego Oskary, to mocno okrzyczana nagroda.
Mamy szczęście być Europejczykami i mieć bardziej poukładane w głowie niż Amerykanie. Mamy, to szczęście, że Europejska sztuka jest na znaczniej wyższym poziomie niż Amerykańska (oczywiście są wyjątki) co widać, choćby po filmach. To Europa może poszczycić się wielkimi nazwiskami, wielkimi kultowymi filmami na najwyższym poziomie (nie można tego odmówić Ameryce, ale co jak, co to w Europie produkuję się ambitne, nietuzinkowe, proste, a zarazem wspaniałe filmy). Z drugiej strony 2 bardzo różne kontynenty i 2 bardzo różne kultury co za tym idzie 2 bardzo różne światy kinematografii. Ameryka nastawia się na przepych, bogactwo, wykorzystanie wszelkich środków, aby film oczarował widza, ale niestety nie koniecznie swoją fabułą, talentami realizatorów itp. wręcz przeciwnie efektami wyjętymi z komputera (oczywiście nie traktuje tego jako coś złego, ale widowiskowe kino Hollywoodu jest nie dla mnie, nie w takich filmach się lubuje). Krótko mówiąc, daje nam filmy rozrywkowe. Obok produkcji hollywoodskich w USA powstają filmy niezależne. Z roku na rok Amerykańscy twórcy pokazują, że mają coś więcej do zaproponowania niż wielkie nazwiska, dużo pieniędzy i produkcja z rozmachem. Okazuję się, że są osoby za oceanem, które mają serce do opowiadania historii bez zbędnej otoczki. Chętnie zamieściłabym tu komentarz do rozdania nagród Sundance Film Festival, w którym biorą udział filmy takie jak lubię, czyli proste historie opowiedziane w taki sposób, że długo się o nich pamięta i chętnie do nich wraca, niestety filmy te są jeszcze ciężko dostępne, więc nie mam podstaw, żeby je ocenić.
Po Tym przydługawym wstępie wróćmy do Oskarów. W tym momencie muszę okazać swój hipokrytyzm i wspomnieć, że, choć Oskary dla mnie nie są wyznacznikiem filmów dobrych i wartych wydania 15-25zl na bilet do kina, to śledzę je uważnie, oglądam wszystkie filmy, które mam możliwość i kibicuje tym, które w mojej ocenie na, to zasługują. Żeby nie było, że się hollywoodzkich produkcji nie tykam.. tykam się i to bardzooo często i mam masę filmów, które dostają ode mnie 6/6.
Odnoszę wrażenie, że z roku na rok poziom filmów walczących o Oskara spada. Co prawda wciąż są, to filmy bardzo dobre, a nawet rewelacyjne, ale szybko się o nich zapomina albo same wypadają z naszej pamięci. A może zawsze tak było z Oskarami tylko ja już podnoszę coraz wyżej poprzeczkę. Dodatkowo kompletnie nie trafionym pomysłem, który od paru lat jest wciąż praktykowany, to 9 filmów w kategorii najlepszy film. Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem i nikt mi nie poda argumentu, który mnie przekona, że dobrym pomysłem jest porównywanie ze sobą tak skrajnych filmów, jak dramat wojenny z musicalem, czy dramato-romansu z italian western. No cóż.
Czas na moją ocenę, czy zgadzam się z werdyktem jury, nie do końca, czy w ogóle....






.... i tu nastaję cisza...
jak co roku po rozdaniu mój entuzjazm opada..
nagrody rozdane, a ja mam niesmak, niedosyt i obiecuje sobie (jak co roku), że nie będę się już nimi tak jarała..


Cieszę się z nagrody dla Christopha Waltza. Ten gość u Tarantino pokazuje swój geniusz, za to powinien dostać każda nagrodę świata ;)
Nagrody za scenariusze dla Django i Argo też uważam za dobrze rozdane.
Najlepszy film nieanglojęzyczny - Miłość, to dość oczywista nagroda.
Nagroda za montaż dźwięku jak najbardziej trafiona dla Wroga numer jeden.



Teoretycznie z nagrodą za montaż dla Argo się zgadzam, choć uważam, że daleko mu do Wroga numer jeden w tej dziedzinie.

Z cała reszta nagrodzonych się nie zgadzam jest to dyskusyjne lub nie miałam zdania. Tak czy siak, jestem nie pocieszona.
Ja całym sercem jestem przy filmie "Bestie z południowych krain"- uwielbiam go i uważam go za jeden z najlepszych filmów 2012 roku. Szczerze doznałam niemałego szoku, kiedy zobaczyłam go nominacjach do Oskara. Czyżby Akademia chciała pokazać, że nie powinniśmy jej kojarzyć tylko z komercją?? nie w najbliższym czasie... Genialność "Bestii" została potwierdzone w Sundace w tamtym roku (nagrody Sundance za dany rok są rozdawane na początku roku, czyli "Bestie" nagrodę dostały w styczniu 2012r.), kiedy otrzymała nagrodę za najlepszy film.








Kto nie widział, a lubi kino niezależne to pozycja obowiązkowa. (nie każdy się ze mną zgodzi i nie będzie go wynosić na wyżyny, wychwalać, wywyższać itp. itd. , ale o gustach się nie dyskutuje, podobno)