sobota, 27 kwietnia 2013

Rower - nie taki zły jak się mi wydawało

Największa przeciwniczka rowerów się zakochała! Zakochała w swoim zakurzonym, znienawidzonym góralu, kupionym, aby "jeździć do pracy". Rower górski, co prawda nie jest stworzony do jazdy po ulicy, no ale była okazja to się kupiło za półdarmo. Biedak długo czekał na swoje 5 minut. Co najwyżej wykorzystywany był, aby "jeździć do sklepu" - 200m dalej. Po kilku latach, czekania aż Izuni się zachcę korzystać z jego przeznaczenia, nastało wielkie święto. Izunia dała się na mówić na wycieczkę rowerową. Z przerażeniem i rozpaczą myślała o tym wydarzeniu. W głowie pojawiały się myśli typu: "A jak umrę, na nim, bo oddechu nie złapie?", "a co będzie, jeśli mi uda eksplodują?", "przecież przez tydzień nie usiądę na tyłku" itp, itd. Jakież było moje zdziwienie, kiedy z wielka przyjemnością, satysfakcją, radością i górą pozytywnych emocji pokonałam tego dnia 40 km :D cieszyłam się jak głupia :) totalnie zmęczona ale bardzo szczęśliwa postanowiłam na rower wsiadać nie tylko "od święta.


Od tego dnia rower mym przyjacielem jest!



Sezon rowerowy 2013 rozpoczęty!


zmęczenie na twarzy się maluje


jedne z wielu pamiątek wycieczki :)

7 komentarzy:

  1. rower pierwsza klasa widzę :D fajnie, oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że lansu na koszyk nie będzie :( ;)

      Usuń
    2. albo wygoda na górskim albo lans na damce ;)

      Usuń
  2. Ej bez przesady, na damce jest wygoda :P z koszykiem tymbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zależy po jakiej drodze się jedzie :P

      Usuń
    2. no tak :) a biorąc po uwagę to,że nie ma ścieżek rowerowych w krk to za wygodnie nie jest :( no ale kręgosłup nie boli chociaż ;)

      Usuń
    3. eee kręgosłup nie boli po góralu.. za to mięście brzucha można trenować :)

      Usuń